Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Wspomnienia "Gulczasa" z domu Wielkiego Brata: W porównaniu z tym, co wyprawia się dzisiaj, my byliśmy aniołkami

Czytaj dalej
Fot. Waldemar Wylegalski
Sebastian Gabryel

Wspomnienia "Gulczasa" z domu Wielkiego Brata: W porównaniu z tym, co wyprawia się dzisiaj, my byliśmy aniołkami

Sebastian Gabryel

Od pierwszej edycji programu minęło już prawie dwadzieścia lat, a mnie dalej rozpoznają na ulicy. To jest niewiarygodne. Myślę, że ludzie nas lubią, bo traktowali trochę jak kolegów z podwórka. Każdy obstawiał swojego „żołnierzyka”, któremu kibicował – wspomina Piotr „Gulczas” Gulczyński, uczestnik pierwszej edycji polskiego „Big Brothera”.

4 marca 2001 roku odbyła się premiera pierwszej polskiej edycji programu „Big Brother”. Jak zapamiętałeś ten dzień?

„Big Brother” to było coś zupełnie innego niż ludzie zwykle sobie wyobrażają. Podczas castingów byliśmy pozamykani w jakichś pomieszczeniach i nikt nikogo nie widział. Na ostatnią noc przed programem zostaliśmy zaproszeni do hotelu – też zamknięci na cztery spusty (śmiech). Rano wszyscy wsiedliśmy do taksówek, każdy uczestnik z osobną ochroną. Wtedy też nie mogliśmy się zobaczyć, bo miały przyciemnione szyby (śmiech). Poznaliśmy się dopiero po kilku godzinach podróży, w domu Wielkiego Brata w Sękocinie.

Podejrzewam, że udział w reality show to źródło wielu anegdot. Masz swoje ulubione?

Pierwszy „Big Brother” to było jakieś zbiorowe szaleństwo. I trudno się dziwić, bo był jednym z pierwszych polskich programów robionych „na żywo”. A co do wspomnień, to żartów było co niemiara – zwłaszcza z Klaudiuszem [Sevkovicem – przyp. red.], z którym przyjaźniłem się od samego początku programu. Najbardziej zapamiętałem Komandosa [Wojciech Bernacki – przyp. red.], którego cały czas robiliśmy w konia, aż szkoda, że nie pokazali wszystkiego. Wszedł na pewniaka, a my tak darliśmy z niego łacha, że koniec świata (śmiech).

Już wyszalałem się w życiu, mam za sobą 35 lat jednych wielkich baletów. Wyobraź sobie, że goni cię po plaży cztery tysiące ludzi…
Waldemar Wylegalski Na Wielkiego Brata nie ma gotowej recepty. Najważniejsze jest być sobą!

Nie miewałeś kryzysów? Momentów, w których nie było ci do śmiechu?

Kryzysy miewał każdy z nas, tęskniliśmy za swoimi bliskimi, ale chyba nie było takiego uczestnika, który naprawdę chciał opuścić dom. Raczej wszyscy modlili się, by jak najdłużej w nim zostać, zwłaszcza, że – bądźmy szczerzy – pół miliona złotych to były jakieś kosmiczne pieniądze. To był zupełnie inny poziom niż w przypadku kolejnych edycji. W piątym „Big Brotherze” główną nagrodą był zegarek, co było jakąś kompletną farsą… A wracając do pytania – trzeba to podkreślić, że przez większość czasu towarzyszyła nam przeokropna nuda.

Montaż był taki, że wydawało się, że ciągle coś się działo (śmiech).

W dalszej części artykułu przeczytasz m.in. jak doszło do powstania filmu "Gulczas, a jak myślisz?". Dowiesz się też, co "Gulczas" radzi uczestnikom nowej edycji "Big Brothera".

Pozostało jeszcze 65% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Sebastian Gabryel

Dziennikarz Działu Kultury w dzienniku Głos Wielkopolski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.echodnia.eu/swietokrzyskie

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.