Włoska kariera naszej Miss Nastolatek

Czytaj dalej
Dorota Klusek

Włoska kariera naszej Miss Nastolatek

Dorota Klusek

Mediolan, Rimini. Na włoskiej ziemi pochodząca z Masłowa koło Kielc Patrycja Pabis - Miss Polski Nastolatek 2016 spędziła prawie dwa miesiące! Zdradziła nam, czego się tam dowiedziała o sobie.

Wakacje w pełni. W tym czasie wiele osób zwalnia, a Ty ciągle w biegu...
(śmiech) No właściwie teraz mam czas na odpoczynek. Na razie nigdzie się nie wybieram. Miałam możliwość wyjechania na Mazury, ale postanowiłam zostać w domu, zwłaszcza, że bardzo się za nim stęskniłam. Mam też zaległości szkolne, które muszę nadrobić, więc się uczę. Ale staram się to robić w nocy, żeby jednak korzystać uroków lata. Na nudę nie narzekam.

Do Włoch wyleciałaś pod koniec maja, a kiedy na dobre wróciłaś do domu?
Na stałe wróciłam 14 lipca. Wcześniej byłam tu przez trzy dni, kiedy przyjechałam na finał konkursu Miss Polski Nastolatek 2017. Potem jeszcze tydzień byłam w Mediolanie, ale już na spokojnie mogłam go zwiedzić, pożegnać miejsce, w którym spędziłam miesiąc i pobawić się. No i pojechałam do Rimini.

Do Mediolanu wysłała Cię Twoja agencja modelek. Co tam dokładnie robiłaś?
Agencja informowała nas o różnych castingach, na które chodziłyśmy. Listę z miejscami odbierałyśmy mailem, lub osobiście w siedzibie agencji. Z moimi współlokatorkami miałyśmy na tyle szczęścia, że nasz apartament, w którym mieszkałyśmy, był blisko agencji, więc praktycznie stawiałyśmy się w niej codziennie. Sprawdzali, czy wszystko z nami w porządku, czy dobrze się prezentujemy, nie mamy za dużo makijażu. A potem dostawałyśmy listę castingów i szłyśmy na nie. Ja zdobyłam pracę w dwóch showroomach: Miu Miu i PAROSH. W tym pierwszym na stałe – w drugim pracowałam przez tydzień, zanim wyleciałam do Polski, aby oddać koronę. Wtedy na moje miejsce wskoczyła koleżanka.

Na czym polegała Twoja praca?

Prezentowałyśmy rzeczy z nowej kolekcji, które chcieli zobaczyć przychodzący do sklepu klienci. Praca przypominała pracę na wybiegu, ale oprócz pokazywania ubrań, liczyły się także uśmiech, ładne poruszanie się. W PAROSH-u sprawdziła się moja przygoda z konkursem miss, ponieważ prezentując tu ubrania dodatkowo musiałam przekuwać uwagę klientów swoim wigorem, uśmiechem na twarzy, być wulkanem energii. Inaczej było w Miu Miu. Tu preferowali „modelkowe” podejście do pokazu: zgrabny chód, szybka prezentacja, z dystansem, bez uśmiechu. Duże znaczenie na sposób naszej pracy miały zapewne kolekcje, które przedstawiałyśmy. Miu Miu była jednak bardziej klasyczna.

A same castingi jak wyglądały, bo krążą legendy o tym, jak dziewczyny są na nich traktowane.
Mam bardzo duży dystans do siebie i to mi się przydało. Na castingach spotyka się tak wiele pięknych dziewczyn, o bardzo różnych typach urody: wysokie, zgrabne - kobiece, lub wręcz chude, z krótkimi włosami, albo z długimi, blondynki, brunetki, nawet czerwonowłose. Patrząc na nie pojawiało się pytanie: co ja tutaj robię? Ale tak naprawdę każdy miał szanse na pracę, ponieważ zapotrzebowanie zleceniodawców było różne. Oczywiście nie było miło, kiedy na castingu ktoś nawet nie wziął od ciebie kompozytki (ulotka, będącą wizytówką modelki, zawierająca jej zdjęcie, informację o wymiarach jej ciała i dane konraktowe – przyp.red.). Sympatycznie nie było też wtedy, kiedy zamiast uśmiechu odpowiadającego na twój uśmiech, spotkałaś oceniający cię, zimny wzrok.

Twoje współlokatorki też były Polkami?
W Milano nasza agencja miała swoje własne apartamenty, więc mieszkałam z dziewczynami z naszej agencji. Trzy razy się przeprowadzałam. Najpierw mieszkałam z trzema dziewczynami z Polski, jedną z Bośni i Harcegowiny i dwiema z Węgier. Potem przeniosłyśmy się do innego apartamentu, w którym zamiast dziewczyny z Bośni, pojawiła się Serbka. W tej grupie głównie spędzałyśmy czas. Kiedy moje współlokatorki zaczęły wracać do domów, i po moim krótkim pobycie w kraju, zostałyśmy już we trzy osoby z Polski, więc przeprowadziłyśmy się do mniejszego mieszkania.

Co Ci dała przygoda z modelingiem w Mediolanie?
Wiele zupełnie nowych doświadczeń. Po raz pierwszy pracowałam jako modelka. Poza tym podciągnęłam się w zakresie języka angielskiego. Dziś byłam na korepetycjach i sama byłam zaskoczona, że tak łatwo przychodziło mi mówienie po angielsku. Nigdy nie miałam z tym problemu, ale miałam jakąś wewnętrzną blokadę. Widzę postęp i w mówieniu i w czytaniu. W Mediolanie musiałam mówić po angielsku. Nie było wyjścia. Jeśli czegoś nie wiedziałam, nie rozumiałam, od razu sprawdzałam ten wyraz czy zwrot. Utrwaliłam też wiedzę, którą miałam, bo choć się uczymy, to nie korzystając z tego zasobu, wielu rzeczy zapominamy.
W Mediolanie poprawiła się też moja orientacja przestrzenna. Ja potrafiłam się zgubić nawet w małym miasteczku (śmiech). Tam okazało się, że umiem znaleźć drogę, dotrzeć w różne miejsca, nawet jeśli dojechanie do nich wiązało się z podróżą tramwajem i metrem.
Na dodatek ten czas spędzony z dala od domu sprawił, że usamodzielniłam się. Tam już nie było mamy, która o wszystko zadba: posprząta, ugotuje, upierze. Byłam zdana na siebie, Uważam, że to dobre doświadczenie dla dziewczyny w moim wieku, bo być może wyjadę na studia do innego miasta i już wiem, że sobie dam radę.

A miasto jakie zrobiło na Tobie wrażenie?
Mediolan jest piękny. Kojarzy mi się trochę z Wrocławiem – jak dla mnie najpiękniejszym miastem w Polsce. Mediolan jest duży, ale w pewien sposób przytulny. Obok nowoczesnej architektury są zabytkowe budowle. Każde miejsce ma swój smaczek, swoją historię.
Twoja włoska przygoda nie skończyła się na Mediolanie, bo niemal zaraz wyjechałaś do Rimini.
W Rimini to były właściwie moje wakacje, choć nie do końca, bo udałam się tam też jako ambasador wyjazdu z firmą OK Tours, która fundowała nagrody w konkursie Miss Ziemi Świętokrzyskiej. Tym razem wypoczywałam i poznawałam włoskie, tradycyjne jedzenie. Miałam okazję między innymi skosztować wielu rodzajów makaronu z różnymi dodatkami (śmiech). Rimini jest piękne – ma piękną linię brzegową, z szerokimi plażami. To idealne miejsce, żeby wypocząć, choć ja uwielbiam, kiedy spoza morza widać góry, tak jak w Grecji.

Pod koniec czerwca oddałaś koronę Miss Polski Nastolatek swojej następczyni. Jak Ci się żyje bez tego cennego symbolu?
Bardzo dobrze (śmiech). Mając koronę czułam presję, że muszę być idealna, miałam świadomość, że wiele osób tego ode mnie oczekuje. Teraz mogłam trochę zluzować. Oczywiście nie znaczy to, że już nie dbam o siebie, o swój wygląd, zachowanie. Nie ma tylko tego nacisku. Na razie nie odczuwam jej braku, ale tak, jak mówiłam podczas koronacji mojej następczyni, miniony rok dla mnie, jako Miss Polski Nastolatek był bardzo intensywny, wiele się działo, w stu procentach wykorzystałam możliwości, jakie daje korona, sporo przeżyłam. Mam poczucie spełnienia. Zostały wspomnienia i świadomość, że pewna przygoda rozpoczęła się wraz z koroną i ona nadal twa, choć już bez tej ozdoby.

Powiedziałaś, że teraz nadrabiasz zaległości szkolne. Wyjechałaś z kraju prawie miesiąc przed zakończeniem roku szkolnego. Tym razem też rodzice odebrali Twoje świadectwo?
W tamtym roku rzeczywiście oni zrobili to za mnie, bo ja byłam na zgrupowaniu w Kozieniach. Tym razem akurat w czwartek wróciłam do Polski, a w piątek było zakończenie roku. Mimo, że miałam przymiarki, poszłam do szkoły.

Dobre masz oceny?

Dobre, ale w tym roku niestety trochę mi zabrakło do czerwonego paska. Wystarczyło poprawić ocenę z jednego przedmiotu, jednak na to już zabrakło czasu. Jest mi trochę przykro, bo to pierwsze moje takie świadectwo, niestety czasami nie da się wszystkiego pogodzić.

Przed Tobą nauka w klasie trzeciej liceum. Czujesz, że matura zbliża się wielkimi krokami?
Czuję i muszę przyznać, że już się stresuję (śmiech). Wiem, że to już ostatnia klasa, nie będzie: nauczę się za rok, albo w wakacje. Nie będzie odwrotu. To, co teraz uda mi się zdobyć, będzie miało wpływ na moje przyszłe plany, a zależy mi na tym, by dostać się na upragnione studia.

Została już tylko nauka?
Oczywiście, że nie (śmiech). Z przyjaciółką planujemy na dwa dni wybrać się pod namiot nad Sielpię. Odpocząć, tym bardziej, że tam gdzie jedziemy nie ma zasięgu, więc przynajmniej na ten czas zerwiemy z „nałogiem telefonowym” (śmiech). Myślę, że to będzie fajny czas z osobą, która jest mi bliska.

Dorota Klusek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.echodnia.eu/swietokrzyskie

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.