Sylwia Grzeszczak jest szczęśliwa, że została młodą mamą

Czytaj dalej
Fot. Krystian Dobuszynski
Paweł Gzyl

Sylwia Grzeszczak jest szczęśliwa, że została młodą mamą

Paweł Gzyl

Po raz pierwszy wystąpiła w telewizji, kiedy miała pięć lat w „Od przedszkola do Opola”. Hasło tego programu sprawdziło się: w 2013 roku dostała SuperNagrodę na słynnym festiwalu.

W przeciwieństwie do innych gwiazd współczesnego popu, zdobyła popularność wyłącznie dzięki swym piosenkom. Jak ognia unika wywiadów dla prasy, nie pokazuje się na celebryckich imprezach, pilnie strzeże swego życia prywatnego. Za to dużo koncertuje w całej Polsce, przyciągając na swe występy tłumy fanek. Na czy polega fenomen jej popularności?

– Coś chyba we mnie jest. Ale nie umiem tego określić. Idę swoją drogą, komponuję. Może gdybym dostała od kogoś gotowy utwór, nie byłabym taka wiarygodna na swoich płytach. Tak, to chyba uczciwość. Nikogo nie udaję. Być może dlatego moja twórczość ma taki, a nie inny charakter. Do mnie zawsze należy ostatnie słowo. Ale słucham. Nie chcę schrzanić tego, co do tej pory osiągnęłam – mówi w „Twoim Stylu”.

Tęskniąc za pianinem

Jej mama ma piękny głos i kiedyś chciała być piosenkarką, ale los zmusił ją do rezygnacji z marzeń. Wujkiem jest natomiast Waldemar Malicki – popularny pianista i showman. Nic więc dziwnego, że kiedy Sylwia miała cztery lata, widząc w telewizji śpiewającą wokalistkę, zapytała: „Dlaczego tak nie mogę?”. Aby wyjść naprzeciw zainteresowaniom córki, rodzice wydali ostatnie oszczędności na pianino, na którym dziewczynka zaczęła żmudne lekcje pod okiem mamy.

– Jedyny miesiąc bez pianina to wakacje w Mrzeżynie. Tam miałam namiastkę prawdziwego dzieciństwa. Na urlop jeździliśmy całą rodziną i wówczas robiłam to, co inne dzieci. Ganiałam, pływałam, bawiłam się, ale już po tygodniu brakowało mi pianina. Dziś np. odpoczywam po serii koncertów, jednak szybko znowu ciągnie mnie do grania. Jest to dziwne, ale silniejsze ode mnie – tłumaczy w „Twoim Stylu”.

Swoje występy w różnych konkursach wokalnych Sylwia zaczęła w wieku pięciu lat, wykonując piosenkę Krzysztofa Krawczyka w telewizyjnym „Od przedszkola do Opola”. Potem odpadła w eliminacjach do dziecięcej Eurowizji. Była bliska zdobycia głównej roli w musicalu „Romeo i Julia” w Teatrze Buffo, przegrała jednak z Mariną Łuczenko. Ostatecznie trafiła do „Idola” i choć zachwyciła jury, nie udało jej się dojść do finału.

– Nigdy nie miałam oporu w pokazywaniu tego, co potrafię; samo wyjście na scenę to dla mnie duża frajda, zabawa. Uwielbiam przygotowywać się do występów, przekazywać swoje wizje odbiorcom. Dlatego zawsze byłam chętna zaśpiewać i zagrać, jeśli tylko pojawiała się taka możliwość. Przede wszystkim chciałam się rozwijać, uczyć się czegoś nowego i utrwalać myśl „rób to, nie poddawaj się”. Czułam, że taka jest moja droga – deklaruje w blogu Gwiazdy Na Świecie.

Platynowe piosenki

Kiedy zgłosiła się, aby zaśpiewać w nowych nagraniach hip-hopowej grupy Ascetoholix, poznała starszego od siebie rapera Marcina Piotrowskiego, występującego pod pseudonimem Liber. Tak dobrze się im razem pracowało, że postanowili stworzyć wspólną płytę. Album „Ona i on” okazał się bestsellerem i przyniósł kilka wielkich przebojów. Sylwia wykorzystała ten sukces jako trampolinę do rozpoczęcia własnej kariery.

– Miałam 17 lat, wielu rzeczy nie rozumiałam, ale mogłam się uczyć od Marcina, który w tej branży działał od dobrych paru lat. Swoje widział, swoje słyszał, dał mi kilka cennych wskazówek. Dziś każde ma swoją trasę koncertową, wspieramy się na odległość. Ale zawsze pamiętam, żeby przed koncertem zadzwonić i powiedzieć: „Będzie dobrze, daj czadu!” – opowiadała w „Grazii”.

Szybko okazało się, że Sylwia potrafi pisać chwytliwe piosenki. Daleko im było do nowoczesnych brzmień – za to odwoływały się one jednoznacznie do klasyki polskiej muzyki rozrywkowej z lat 70. i 80. Nastolatki odnalazły w ich emocjonalnych tekstach swe rozterki i tłumnie odśpiewywały je ze swą idolką podczas koncertów. Do dziś wokalistka nagrała trzy albumy, z których każdy pokrył się co najmniej platyną.

– Mam własną wizję, robię to, co kocham. Sama czuję, kiedy sprawy będą miały wynik pozytywny, a kiedy negatywny. Nie zmusisz mnie do zrobienia zdjęcia z którąś ze znanych osób tylko po to, by płyta się lepiej sprzedała. Stawiam na swoją muzykę, autentyczność. Moi menadżerowie już chyba wiedzą, że nie jest ze mną łatwo, mimo że nie zmuszają mnie do tego typu rzeczy i starają się ogarnąć moją własną wizję – podkreśla w Gwiazdy Na Świecie.

Z dala od mediów

Marcin jest starszy o osiem lat od Sylwii. Kiedy się poznali, od razu zainteresował się młodszą koleżanką po fachu. Gdy po nagraniu wspólnej płyty wyruszyli razem w trasę koncertową, wszelkie lody zostały przełamane. Sylwia i Marcin zostali parą również prywatnie, ale żadne z nich nie przyznało się do tego publicznie. Ukrywali to przed mediami właściwie aż do ślubu, o którym powiadomili zaskoczonych fanów i prasę w 2014 roku.

„Ślub jest naszą prywatnością, dlatego zależało nam, aby odbył się w bardzo kameralnym gronie, wśród najbliższych nam osób. Nie ukaże się zdjęcie z ceremonii, a później wywiad, w którym oboje będziemy opowiadać o naszej miłości” – napisała na swym Facebooku wokalistka. I słowa dotrzymała.

Małżonkowie kupili po ślubie duży dom w Poznaniu, gdzie ukryli się przed mediami. Nie zdecydowali się na przeprowadzkę do stolicy i nie mają wielu przyjaciół w show-biznesie. Być może dlatego nadal są szczęśliwą parą? Tym bardziej, że w 2015 roku na świat przyszła ich córeczka Bogna. Po jej narodzinach Sylwia zdecydowała się na urlop od kariery i poświęciła się swemu maleństwu.

– Jestem szczęśliwa, że młodo zostałam mamą. Oczywiście były osoby, które mówiły: daj sobie spokój z macierzyństwem, masz teraz swoje pięć minut i powinnaś je wykorzystać, a nie zagrzebywać się w pieluchach. Byłam wściekła, kiedy to słyszałam. Wiedziałam, że z pięciu minut może zrobić się piętnaście czy dwadzieścia, aż bym się przejadła całym tym sukcesem. A rodzina jest najważniejsza – twierdzi w „Vivie”.

Po odchowaniu Bogny, piosenkarka wróciła do show-biznesu i zasiadła na fotelu trenerki w „The Voice Of Poland”. Nie czuła się chyba jednak zbyt dobrze w tej roli, dlatego już teraz wiadomo, że nie pojawi się w nowej serii show. Zamiast tego możemy się spodziewać jej nowej płyty – a zapowiedzią tego jest utwór „Dżungla”, który niedawno ukazał się na singlu.

Paweł Gzyl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.echodnia.eu/swietokrzyskie

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.