Niezłomny duch geniusza pióra. Burzliwy żywot Miguela de Cervantesa

Czytaj dalej
Fot. World Illustrated/Photoshot/REPORTER
Wojciech Rodak

Niezłomny duch geniusza pióra. Burzliwy żywot Miguela de Cervantesa

Wojciech Rodak

Miguel de Cervantes był bohaterskim żołnierzem, gorliwym urzędnikiem i geniuszem pióra. Nigdy się nie poddawał, pomimo ciężkich prób, jakim poddało go życie

O świcie 7 października 1571 r. flota Świętej Ligii wpłynęła na wody Zatoki Petraskiej u wybrzeży dzisiejszej Grecji. Oglądana ze wzniesienia na lądzie, musiała robić wrażenie swym ogromem. Składała się z przeszło 200 galer i kilkunastu mniejszych jednostek. W sumie w całej flotylli płynęło około 40 tys. marynarzy i wioślarzy, a także 28 tys. żołnierzy, w tym 7 tys. zaprawionych w bojach hiszpańskich piechurów, uchodzących wówczas za najlepszych na kontynencie. Wśród nich, na galerze „La Marquesa”, znajdował się 24-letni szlachcic Miguel de Cervantes. Tego dnia czuł się fatalnie. Leżał pod pokładem trawiony wysoką gorączką i mdłościami. Wkrótce jednak nastąpiły wydarzenia, które poderwały go z łoża boleści i tchnęły w niego niemal nadludzkie siły.

Gdy wiatr rozpędził poranne mgły, załoga jednego z okrętów Ligi ujrzała na wysokości Lepanto (dziś Nafpaktos) istne mrowie statków na horyzoncie. Nie mogło być mowy o pomyłce. To była owa potężna tu-recka flota dowodzona przez Alego Paszę, o której szpiedzy donosili od miesięcy. Liczyła przeszło 220 galer i 50 fust, a obsadzało ją 50 tys. marynarzy i galerników wraz z 31 tys. żołnierzy. Patrząc pod słońce, rozciągnięta wszerz zatoki armada wyglądała groźnie - maszty, żagle, burty i wiosła wyrastały z wody niczym przeklęty ciemny las. Ta masa coraz bardziej rosła w oczach chrześcijan, gnana ku nim wschodnim wiatrem.

Nie było czasu do stracenia. Na statkach Świętej Ligi zarządzono alarm. Dowodzący flotą młody hiszpański książę Juan de Austria, po konsultacji z weneckimi i genueńskimi sojusznikami, zdecydował się przyjąć bitwę. Armada rozciągnęła się w szyk bojowy. Z niektórych galer pospuszczano na wodę szalupy z żołnierzami. W jednej z nich, razem z dwunastoma podkomendnymi, znajdował się Miguel de Cervantes. Wstał z łóżka wbrew osłabieniu i naleganiom swojego dowódcy, kapitana Diego de Urbiny. Gotów był na pewną śmierć w obronie chrześcijańskiego świata i ukochanej Hiszpanii. Siedział na dziobie łodzi, uzbrojony w ciężki, przeszło pięciokilowy, arkebuz. Jego oczy trawiła gorączka i żądza walki.

Pierwsze strzały bitwy padły około południa. Poruszające się na czele formacji Świętej Ligi cztery galeasy - prawdziwe pływające fortece tamtych czasów, uzbrojone nawet w 50 ciężkich dział - oddały kilka salw burtowych z bliskiej odległości w kierunku Turków. Mordercza siła ognia rozproszyła pierwotny szyk bojowy muzułmanów, siejąc śmierć wśród załóg i poważnie uszkadzając okręty. Wkrótce potem masy obu flot wymieszały się w chaotycznej kotłowaninie. Galery zwarły się burta w burtę i rozpętało się piekło. Oddawane z bliskiej odległości salwy armatnie masakrowały zbitych na okrętach żołnierzy, marynarzy i wioślarzy-niewolników. Zalane posoką i wyściełane trupami galery stały się pływającymi platformami, na których toczyła się prawdziwe „lądowa” bitwa. Pośród arkebuzowych kul i strzał ścierali się w pojedynkach na broń białą janczarzy, elita armii sułtana, z hiszpańskimi Tercios i niemieckimi najemnikami. Co chwila ktoś wpadał do wody. Krzyczących rozbitków, w infernalnym zgiełku bitwy, ani nikt nie słyszał, ani nie ratował.

W labiryncie, tworzonym przez burty większych jednostek, przeciskała się szalupa z oddziałem Cervantesa. Jej zadaniem była osłona większych jednostek Ligi przed niespodziewanymi atakami Turków z małych łódek. Młodzieniec raził wroga strzałami z arkebuza. Czasem dochodziło do starć, burta w burtę, na białą broń. Cervantes odznaczał się w nich wielką odwagą, co zapamiętali jego koledzy.

Dla wyniku bitwy kluczowe było starcie „Reala”, flagowej galery Świętej Ligi, z flagowym okrętem tureckim. Po ciężkich i krwawych walkach triumfowali w nich Hiszpanie, wspomagani w kryzysowym momencie przez włoską piechotę. Turecka załoga i janczarzy zostali wybici co do nogi. Wśród nich poległ także Ali Pasza. Jeden z żołnierzy Tercios odciął jego głowę i umieścił na pice. Z masztu ściągnięto także Sztandar Proroka.

Śmierć dowódcy poważnie uderzyła w morale muzułmańskiej armady. Mimo to zacięte walki w Zatoce Patraskiej potrwały do wieczora. Ostatecznie bitwa zakończyła wielkim zwycięstwem Świętej Ligi. Było ono tym ważniejsze, że przełamało militarny kompleks niższości chrześcijan wobec Turków. Siły spod znaku Krzyża triumfowały w walnej bitwie z wojskami sułtana po raz pierwszy od przeszło 150 lat.

Wody wokół Lepanto, jak pisano, były „czerwone od krwi”. W starciu poległo około 40 tys. Turków i 10 tys. chrześcijan. Spośród ponad 270 okrętów armady Alego Paszy, ucieczką salwowało się ok. 30 jednostek. Reszta została zatopiona, spalona lub pojmana przez flotę koalicji.

Wśród 120 rannych z załogi „La Marquesy” znalazł się także Miguel de Cervantes. Miał szczęście, że przeżył. Dwie kule arkebuzowe trafiły go w piersi, a jedna zdruzgotała mu lewe ramię, czyniąc go kaleką. Jego lewa ręka do końca życia pozostała bezwładna. Rana ta była potem przedmiotem jego dumy. Pisał, że „otrzymał ją przy najnamiętniejszej i najwznioślejszej okazji, jaką oglądały stulecia przeszłe i jakiej nie spodziewają się stulecie przyszłe”.

Mimo kalectwa Cervantes służył w armii jeszcze kilka lat. Jak się potem okazało, Lepanto było tylko tylko jedną z wielu niebezpiecznych przygód w biografii słynnego pisarza. Wskutek wcześniejszych niefortunnych zdarzeń skazano go na banicję, ale czas najcięższej próby dopiero nadchodził.

Portret Miguela de Cervantesa
domena publiczna W bitwie pod Lepanto 7 października 1571 r. uczestniczyło niemal pół tysiąca okrętów oraz 150 tys. żołnierzy i marynarzy. Było to wyjątkowo krwawe starcie. Szacuje się, że w wodach Zatoki Petraskiej spoczęło aż 50 tys. ciał

Zbieg

W połowie XVI w., pod berłem cesarza Karola V Habsburga, Hiszpania stała się „imperium, nad którym słońce nigdy nie zachodzi”. Kontrolowała prosperujące posiadłości kolonialne w Ameryce i zdobyła przyczółki w dalekiej Azji, na Filipinach. Gospodarczo, militarnie i politycznie znajdowała się u szczytu swej potęgi. W tym to okresie, a dokładnie 29 września 1547 r., przyszedł na świat Miguel de Cervantes Saavedra. Jego narodziny miały miejsce w miasteczku Alcalá de Henares, ok. 30 km na wschód od Madrytu. Był czwartym z sześciorga dzieci Rodrigo de Cervantesa, felczera ze zubożałej szlacheckiej rodziny wywodzącej się z Kordoby, i Leonor de Cortinas, córki posiadaczy ziemskich z Kastylii.

Rodzina Cervantesów żyła dosyć biednie i „na kufrach”. Często przenosiła się z miasta do miasta - w zależności od tego, gdzie głowa familii miała lepsze perspektywy zarobkowe.

Jak na wielkiego pisarza, wykształcenie Miguela Cervantesa było niezwykle skromne. Prawdopodobnie podstawową wiedzę zdobywał w kolegiach jezuickich. Na pewno już jako starszy nastolatek uczył się także w madryckiej Szkole Miejskiej, pod okiem wybitnego humanisty tej epoki, Juana Lópeza de Hoyosa. Ten dostrzegł niezwykły literacki talent chłopca. Jesienią 1568 r. ułatwił publikację jego pierwszych utworów. Były to cztery wiersze poświęcone zmarłej nagle młodej królowej Elżbiecie de Valois. Zdobyły one uznanie w wysokich kręgach dworskich. Kto wie, jak wówczas potoczyłaby się kariera Cervantesa, gdyby nie niefortunne zdarzenie, które nastąpiło kilka miesięcy później.

W początkach września 1569 r., z niejasnych dziś powodów, Miguel de Cervantes zranił w pojedynku niejakiego Antonia de Sigurę. Niestety, do starcia doszło w obrębie pałacu królewskiego. A za takie przewinienie groziła sroga kara - obcięcie prawej ręki i wygnanie poza granice Hiszpanii na 10 lat. Władze niezwłocznie wydały nakaz aresztowania narwanego młodzieńca.

Ten jednak nie czekał, aż dopadnie go milicja. Zbiegł najpierw do Sewilli, a w trzy miesiące później wsiadł na statek zmierzający do Italii. Swoją ojczyznę zobaczył ponownie dopiero dekadę później.

Żołnierz

Po przybyciu do Włoch najpierw Cervantes „zaczepił się” w Rzymie. Przez parę miesięcy pracował jako szambelan kardynała Gulio Aquavivy. Następnie wyruszył do stolicy Królestwa Neapolu, znajdującego się wówczas także pod panowaniem Habsburgów. Tam zaciągnął się w szeregi hiszpańskiej piechoty morskiej, najstarszej formacji tego typu w historii wojskowości, rozbudowywanej na zbliżającą się wojnę z Turkami. Cervantes miał nadzieję, że dzięki wyczynom na polu bitwy uda mu się zmyć hańbę wyroku i będzie mógł powrócić do Hiszpanii z podniesioną głową.

Portret Miguela de Cervantesa
Domena publiczna [b]Infantería de Marina[/b] Hiszpańska piechota morska jest najstarszą tego typu formacją na świecie. Sformowano ją z inicjatywy króla Karola V Habsburga w 1537 r. Początkowo stacjonowała ona w Neapolu. Brała udział we wszystkich większych kampaniach wojennych w dziejach Hiszpanii, w tym bitwie pod Lepanto, ekspedycji w Tunezji (1574 r.) i obronie kolonii w Ameryce w XVII i XVIII w. Hiszpańska piechota morska działa do dziś. Jej żołnierze brali udział m.in. w operacjach w Afganistanie. Co ciekawe, Miguel de Cervantes nie był jedynym literatem, jaki służył w jej szeregach. Drugim był znany poeta i dramaturg Pedro Calderón de la Barca (1600-1681)

Odznaczył się przy pierwszej możliwej okazji, czyli w opisanej powyżej bitwie pod Lepanto. Gdy kilka dni po zwycięstwie leżał ciężko ranny w szpitalu w Messynie, odwiedził go sam książę Juan de Austria, którego doszły słuchy o niezwykłej odwadze młodzieńca. Admirał obiecał mu pomoc w rozwiązaniu problemów z prawem.

Tymczasem Cervantes po półrocznej rekonwalescencji wrócił do służby. Przez następne cztery lata brał udział w kolejnych, tym razem przegranych, morskich kampaniach przeciwko Turkom na Morzu Śródziemnym. Walczył m.in. w bitwach o Tunis, La Golettę, Navarino i Korfu. Mimo jednej sprawnej ręki, nadal wyróżniał się na polu walki. W dokumentach opisywano go jako „wybitnego żołnierza”.

Miguel de Cervantes zakończył karierę wojskową w początkach 1575 r. W kilka miesięcy później wyruszył z Neapolu na pokładzie statku „El Sol” w drogę powrotną do ojczyzny, wyposażony w listy polecające od księcia Juana de Austria. Miał nadzieję, że dadzą mu one stabilną dworską posadę. Jednak miał pecha. We wrześniu 1575 r., już u wybrzeży Katalonii, jego okręt został napadnięty przez algierskich piratów. Razem z młodszym bratem Rodrigo, który towarzyszył mu w podróży, dostał się do niewoli.

Jeniec

Dwaj bracia trafili do Algieru. Wówczas była to 120-tysięczna metropolia, przyćmiewająca swymi rozmiarami nawet Rzym. Jej władcy byli wasalami sułtana tureckiego. Państewko żyło głównie z piractwa i handlu niewolnikami, przeważnie chrześcijanami. W mieście mieszkały ich tysiące. Dla synów i córek z biednych rodzin nie było żadnej nadziei na odzyskanie wolności. Szlachetnie urodzeni jeńcy, tacy jak Cervantesowie, byli lepiej traktowani. Można było ich wykupić z niewoli. Za Miguela piraci domagali się niebagatelnej sumy 500 escudo.

Zanim jednak jego rodzina zgromadziła konieczne środki, Cervantes podejmował próby ucieczki z niewoli. W ciągu pięciu lat, jakie spędził w Algierze, czynił to aż czterokrotnie. Bezskutecznie. Dwa razy zdradzili go arabscy pomocnicy, dwa razy towarzysze niedoli. Miał szczęście, że dla swoich właścicieli był niezwykle cenny. Tylko dlatego nie obcięto mu ani nosa, ani uszu, ani nawet go nie wychłostano - co było normalną praktyką w takich przypadkach. Po każdej ucieczce na kilka tygodni musiał po prostu odsiedzieć karę, ze skutymi rękami i nogami. Znosił swoją niedolę ze stoickim spokojem, nawet pogodą ducha. Wtedy, jak i potem, żadne niepowodzenia czy tragedie nie były w stanie go załamać.

Jesienią 1580 r. - dzięki pieniądzom zdobytym przez matkę i siostrę - Miguel de Cervantes został wreszcie wykupiony z niewoli, tak jak wcześniej jego brat Rodrigo. Wreszcie wrócił na ukochaną rodzinną ziemię.

Poborca

Wróciwszy do Hiszpanii, Miguel de Cervantes liczył, że jako zasłużony bohater wojenny bez problemu dostanie dworską posadę, która zapewni mu stabilizację i komfortowe warunki do pisania. Rozczarował się. Przez parę lat pracował jedynie dorywczo, znów nadstawiając karku w służbie króla. Odbył nawet misję szpiegowską w Algierii, w rejonie Oranu i Mostaganem.

Następnie postanowił żyć tylko i wyłącznie z pisania. To wtedy popełnił swój pierwszy większy utwór, romans pasterski pt. „Galatea”. O ile ten utwór spotkał się z ciepłym przyjęciem, to inne napisane w tym okresie sztuki, jak np. „Numancja”, choć wystawiane w madryckich teatrach, nie wzbudzały wielkiego entuzjazmu publiczności. Jednak z pewnością uczyniły one pisarza osobą znaną w hiszpańskiej stolicy. Równocześnie w życiu Miguela Cervantesa pojawiły się kolejno dwie kobiety. Pierwszą była uwodzicielsko piękna żona karczmarza z Madrytu, Ana Franca de Rojas. Literat miał z nią krótki, ale gorący, romans, którego owocem była urodzona w 1584 r. dziewczynka, Isabel, jego jedyna latorośl. W tym samym okresie, podróżując po La Manczy, pisarz poznał we wsi Esquivias Catalinę de Palacios. Panna przypadła mu do gustu. Była od niego o 18 lat młodsza, a do tego posiadała, jak mu się wydawało, całkiem pokaźny posag. Cervantes liczył, że wreszcie przy niej ustatkuje się, a jej majątek, chociaż przez jakiś czas, zdejmie z jego barków ciężar walki o codzienne utrzymanie. Dlatego też w listopadzie 1584 r. wziął z nią ślub. Nie minęły dwa lata, a okazało się, że znów zawiódł się w swoich rachubach. Związek z Cataliną de Palacios nie dał mu ani miłosnego spełnienia, ani bezpieczeństwa finansowego (posag okazał się marny), ani dzieci (o nie było trudno, gdyż żona pisarza w pewnym momencie złożyła śluby czystości). Dlatego życie w niemal permanentnej rozłące, jakie wiedli od 1586 r., całkiem im odpowiadało. Ona siedziała w Esquivias, on podróżował po kraju za chlebem.

Portret Miguela de Cervantesa
Mary Evans Picture Library/East News Dom w Valladolid, gdzie jakiś czas mieszkał Miguel de Cervantes

Najpierw, w latach 1586-1590, Miguel de Cervantes pracował w wojskowej intendenturze, jakbyśmy to dziś nazwali, z siedzibą w Sewilli. Jeździł po całej Andaluzji, zbierając kontyngenty żywności na rzecz floty, w tym słynnej Wielkiej Armady wysłanej na podbój Wielkiej Brytanii. Miał przy tym mnóstwo nieprzyjemności, szczególnie ze strony duchowieństwa, które niechętnie dzieliło się płodami rolnymi ze swoich dóbr. Za wykonywanie obowiązków służbowych został dwukrotnie obłożony ekskomuniką. Zdarzało się też, że spędził parę dni w areszcie, niesłusznie oskarżony przez przełożonych o oszustwo.

W 1594 r. Cervantes przeprowadził się do Madrytu. Otrzymał tam całkiem prestiżową posadę poborcy podatkowego. Mimo że przykładał się do swojej pracy, był krystalicznie uczciwy i nieskorumpowany, to w 1598 r. ponownie, tym razem na dłuższy czas, trafił za kraty. Znów za domniemane oszustwo z czasów pracy dla wojska. Po kilku miesiącach został oczyszczony z zarzutów i wyszedł na wolność. Miał pomysł na książkę, która przyniosła mu sławę i zmieniła europejską literaturę.

Pisarz

Ostatnie kilkanaście lat życia Miguel de Cervantes spędził w Valladolid i Madrycie, mieszkając m.in. z siostrami i córką Isabel, których złe prowadzenie się przysparzało mu masy zmartwień. Imał się różnych prac kancelaryjnych, dopóki w 1605 r. nie wydał pierwszej części powieści pt. „Przemyślny szlachcic Don Kichote z La Manchy”. Książka o pełnych zabawnych przygód peregrynacjach starego szlachcica, który popadł w obłęd pod wpływem nadmiaru lektury romansów rycerskich, szybko stała się bestsellerem w Hiszpanii. W siedem lat później została przełożona na angielski, a następnie francuski. Jej popularność była tak wielka, że jakiś anonimowy pisarz, gnany żądzą zysku, napisał i wydał jej kontynuację.

Sukces powieści o Don Kichocie sprawił, że od 1608 r. Cervantes mógł poświęcić się tylko i wyłącznie twórczości literackiej. Wreszcie miał mecenasów i wydawców wyczekujących na jego kolejne publikacje. W 1613 r. opublikował „Nowele przykładne”, a rok później żartobliwy poemat „Podróż na Parnas”. Wreszcie w 1615 r. ukończył drugą część przygód Don Kichota, tak wyczekiwaną przez czytelników.

Ostatnim dziełem, jakie wyszło spod pióra Miguela de Cervantesa, była powieść pt. „Nadzwyczajne przygody Persilesa i Sigismundy”. Ukończył ją na trzy dni przed śmiercią, która nastąpiła w wyniku cukrzycowych powikłań 22 kwietnia 1616 r. Nie upłynął miesiąc, a w Wielkiej Brytanii odszedł inny wielki klasyk literatury - William Shakespare.

Bibliografia
- Donald P. McCrory - „No ordinary man. The life and times of Miguel de Cervantes”
- A. Trapiello - „Żywoty Cervantesa. Próba innej biografii”
- F. Braduel - „Morze Śródziemnie i świat śródziemnomorski w epoce Filipia II”

Wojciech Rodak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.echodnia.eu/swietokrzyskie

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.