Grzegorz Okoński

Mija 40 lat od śmierci Piotra Majchrzaka. 19-latek to poznańska ofiara stanu wojennego

Piotr Majchrzak został zamordowany 40 lat temu w centrum Poznania, na pełnej ludzi ulicy - ale dziwnym trafem nie ustalono do dziś sprawców... Fot. Archiwum rodzinne Piotr Majchrzak został zamordowany 40 lat temu w centrum Poznania, na pełnej ludzi ulicy - ale dziwnym trafem nie ustalono do dziś sprawców...
Grzegorz Okoński

Rozmowa z Jarosławem Majchrzakiem, bratem Piotra Majchrzaka, ofiary stanu wojennego, zmarłego 18 maja 1982 roku po ciężkim pobiciu. Przez czterdzieści lat nie ustalono jednoznacznie sprawców.

Piotr Majchrzak zmarł 18 maja 1982 roku, w szpitalu przy ul. Lutyckiej w Poznaniu, nie odzyskawszy przytomności po ciężkim pobiciu w dniu 11 maja 1982 roku. Sejmowa Komisja Nadzwyczajna do Zbadania Działalności Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (tzw. Komisja Rokity) badała akta śledztwa Prokuratury Rejonowej Poznań Stare – Miasto i uznała, że decyzja o umorzeniu śledztwa z 1984 roku była nietrafna, zalecając m.in. zasięgnięcie opinii biegłych i wyjaśnienie nieprawidłowości śledztwa. Czy tej sejmowej komisji udało się wyjaśnić przyczynę śmierci 19-letniego wówczas Piotra?

- Wiadomo, że Piotr został pobity ze skutkiem śmiertelnym, zmarł w szpitalu w efekcie ciężkich obrażeń głowy. Sprawców nie wykryto. Sejmowa Komisja badała jedynie akta i nie przeprowadzała żadnych dowodów w sprawie. Efektem prac Komisji było wznowienie śledztwa przez Prokuraturę Wojewódzką w Poznaniu w 1991 roku. W moim przekonaniu Prokuratura nie wykazała należytej inicjatywy w prowadzonym śledztwie. Oparła się jedynie na ekspertyzach sądowo-lekarskich Zakładu Medycyny Sądowej we Wrocławiu i w Gdańsku, natomiast nie przesłuchała świadków, ani ZOMO-wców, ani mężczyzny i kobiety, którzy w momencie pobicia brata mieli być w tym miejscu, a który to mężczyzna był podejrzewany w jednej wersji o śmiertelne zranienie mojego brata parasolem. Nie przeprowadzono jakichkolwiek prób znalezienia świadków wśród mieszkańców kamienic przy ul. Fredry w Poznaniu. W tym i we wcześniejszych śledztwach popełniono wiele błędów, jest wiele niedomówień, pojawiają się absurdalne wersje, które nie służą wyjaśnieniu sprawy.

W czasie jednej z rozpraw sądowych, Pańska Mama powiedziała – „my wiemy, że zabiło go ZOMO i chcemy te słowa usłyszeć w sądzie”. Co wskazuje na funkcjonariuszy ZOMO, a nie np. na wersję, że Piotr został ugodzony w twarz ostrą końcówką parasola?

- Sekcja zwłok i pierwsza wydana w sprawie opinia sądowo-lekarska wykluczają, że to ostrze parasola spowodowało śmiertelne obrażenia w dniu 11 maja 1982 roku. Trzy rany kłute pod okiem ofiary były wprawdzie głębokie, lecz zbyt wąskie. Biegły z Zakładu Medycyny Sądowej Akademii Medycznej w Poznaniu nie wykluczył natomiast pałki milicyjnej jako narzędzia, którym zadano ciosy w głowę. Jeden z biegłych lekarzy po latach zeznawał, że podczas sekcji zwłok komentowali między sobą stan poszkodowanego jako interwencję milicji z użyciem pałki. Z kolei lekarz pogotowia, który udzielał Piotrowi pomocy na miejscu zdarzenia zeznał, że obrażenia powstać mogły zarówno od uderzenia rękojeścią parasola, jak i od uderzenia pałką milicyjną. Natomiast wykluczył, by obrażenia powstać mogły od uderzenia parasolem trzymanym za rączkę. Sprawie od samego początku towarzyszyło szereg trudno wytłumaczalnych zdarzeń.

Funkcjonariusz, który tego samego dnia sporządził notatkę nie był dowódcą patrolu, a mimo to właśnie on pisał meldunek, z tego co widział. W pierwszej notatce z dnia 11 maja 1982 roku napisał, że widział, jak zatrzymany mężczyzna Marian O. uderzył parasolem poszkodowanego Piotra Majchrzaka w okolice lewego oka, w wyniku czego doznał on obrażeń lewej strony twarzy. Później zmieniał zeznania, wycofywał swe słowa, a w czasie wizji lokalnej nagle stwierdził, że nie widział nic dokładnie, bo widok zasłonił mu zaparkowany Fiat 126p.

Pierwotnie Prokurator prowadzący sprawę nie chciał w ogóle przeprowadzić wizji lokalnej, a gdy wskutek nacisków rodziny do niej doszło, to okazało się, że dziwnym trafem zepsuł się aparat fotograficzny. Dopiero podczas ponownej wizji lokalnej udało się sporządzić materiał fotograficzny. Wiele można wywnioskować patrząc na małe odległości od restauracji WZ, przed którą trwała awantura, do miejsca, gdzie upadł Piotr i do miejsca, gdzie mieli stać ZOMO-wcy według ich zeznań. Jest jeszcze wiele innych szczegółów, które mogła znać Milicja i nikt inny, jak choćby to, że we wspomnianej notatce służbowej zamieszczono adres zameldowania Piotra, który miał wpisany do dowodu, a nie ten, pod którym mieszkał, i który zawsze podawał i miał wpisany w innych dokumentach. Dowód był zresztą wyrwany z oprawy. Z kurtki wyrwany był opornik i znaczek karate. Oni zatrzymywali Piotra, legitymowali go, a później nagle nie wiedzą, dlaczego leżał śmiertelnie pobity. Uważamy, że śledztwo było tak prowadzone od początku, by kryć, a nie wykryć sprawców.

Co najważniejsze, dziennikarki Radia Poznań (d. Radia Merkury) Maria Blimel i Wanda Wasilewska dotarły do mieszkańców ul. Fredry, z których jeden stwierdził, że widział pobicie śp. Piotra przez ZOMO-wców. Reportaż został wyemitowany na antenie Radia Poznań. Z kolei, filmowiec Anna Piasek – Bosacka również dotarła do relacji byłych pracowników WZ, którzy zeznali, że śp. Piotra pobili ZOMO-wcy. Relacje te można zobaczyć w filmie dokumentalnym, zatytułowanym „Pod opieką operacyjną”.

Czy po 40 latach od śmierci Piotra, od jego manifestacyjnego pogrzebu, poznaniacy o nim pamiętają?

- Myślę, że jest najbardziej rozpoznawalną ofiarą stanu wojennego w Poznaniu. Ale choć pokolenie 40-50-latków kojarzy jego nazwisko, i to, że został zakatowany przez ZOMO, to młodzież, urodzona i wychowana w innych realiach politycznych – już nie. Pod kamieniem przy ul. Fredry, upamiętniającym jego śmierć, zapalane są znicze i przychodzą tu poznaniacy. Na grób śp. Piotra na Cmentarzu Miłostowskim nie przychodziło zbyt wiele osób. Przykre jest to, że złodzieje nie oszczędzili miejsca pochówku, kradnąc mosiężne napisy z kamienia znajdującego się na grobie. Po przeprowadzonej w tym roku ekshumacji szczątki brata zostały przeniesione na Cmentarz Junikowski, gdzie spoczywają obok mojej śp. Mamy Teresy.

Rodzina bardzo docenia inicjatywę upamiętnienia śp. Piotra poprzez nadanie imienia Piotra Majchrzaka Zaułkowi przy Cmentarzu Zasłużonych Wielkopolan. Szczególnie zaangażował się w tę sprawę Pan Szymon Szynkowski vel Sęk. Do tego teraz, właśnie 18 maja, w 40. rocznicę Jego śmierci, otwierana jest w Muzeum Powstania Poznańskiego - Czerwiec 1956 r. wystawa, będąca inicjatywą Muzeum i Solidarności Regionu Wielkopolska.

Rodzina jest bardzo wdzięczna wszystkim osobom, które zaangażowały się w przygotowanie wystawy. Ogromne podziękowania za zaangażowanie w wyjaśnienie okoliczności śmierci mojego brata należą się dr Agnieszce Łuczak z Poznańskiego Oddziału IPN, która niestety zmarła w tym roku i nie doczekała obchodów 40-ej rocznicy śmierci Piotra Majchrzaka.

---------------------------

Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Grzegorz Okoński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.echodnia.eu/swietokrzyskie

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.