Tomasz Trepka

Kielecczyzna pod austriacką okupacją. Jak się wtedy żyło?

Mocarstwa debatują nad rozbiorami Polski Mocarstwa debatują nad rozbiorami Polski
Tomasz Trepka

W sierpniu 1794 roku, caryca Katarzyna II, władczyni Imperium Rosyjskiego oświadczyła Prusom i Austrii, że „nadszedł czas, aby trzy dwory podjęły kroki nie tylko do ugaszenia ostatniej iskry pożaru, który wybuchł w sąsiednim kraju, lecz także dla zapobieżenia temu, aby kiedykolwiek jeszcze z popiołów powstał nowy płomień”. Deklaracja ta była jednoznaczna – oznaczała likwidację państwa polskiego i decyzję o przeprowadzeniu III rozbioru Rzeczpospolitej.

Zaborcy nie ograniczyli się jedynie do zajęcia olbrzymich połaci ziem polskich. 220 lat temu, 26 stycznia 1797 roku, okupanci podpisali w Sankt Petersburgu w Rosji, ostateczną konwencję rozbiorową. Dołączony do niej został tajny artykuł głoszący, że nazwa państwa polskiego ma na zawsze być wymazana z map. – Istnieje konieczność zniesienia całkowitego przypominania istnienia suwerennego Królestwa Polskiego, skoro nastąpiło zlikwidowanie jego ciała politycznego przez uprawnione dwory cesarski i pruski: obie wysokie umawiające się strony zobowiązują się nigdy nie umieszczać wśród tytułów i nazw im przysługujących, nazw łączących się z imieniem Królestwa Polskiego, które obecnie i na zawsze jest jako nieistniejące, będzie to również odnosiło się do niezależnego stosowania w tytulaturze nazw, które odnoszą się do odpowiednich prowincji rzeczonego królestwa, które teraz stanowią własność umawiających się stron – brzmiał zapis.

Trzy cyrkuły
Łącznie, w wyniku dwóch rozbiorów [Austria brała udział w I oraz III rozbiorze Rzeczpospolitej – redakcja] Austria zyskała obszar liczący około 129 tysięcy kilometrów kwadratowych, zamieszkiwany przez ponad 4 miliony osób. Państwo austriackie uczestniczyło w III rozbiorze, aby zapobiec zwiększaniu potęgi Prus, które były największym konkurentem Wiednia. W wyniku zaborów, Austria zagarnęła ziemie, związane z tradycją państwa piastowskiego, w tym także ziemię świętokrzyską.
Zagarnięte ziemie nazwano Galicją Zachodnią (Nową Galicją). Zostały one podzielone na cyrkuły, kierowane przez starostwo cyrkularne. Do ich głównych zadań należało: kontrola bezpieczeństwa na wyznaczonym terenie, pilnowanie przestrzegania obowiązujących przepisów, a nade wszystko pobór podatków. Z terenów współczesnej Kielecczyzny wyodrębniono cyrkuł konecki, obejmujący dawne powiaty opoczyński, część ksiąskiego, chęcińskiego i radomskiego; cyrkuł kielecki w skład, którego weszła pozostała część powiatu chęcińskiego oraz powiatu wiślickiego oraz cyrkuł sandomierski, którego zasięg obejmował tereny powiatu sandomierskiego.

Co wyróżniało świętokrzyskie prowincje na ziemiach zagarniętych przez monarchię austriacką? Cyrkuł konecki był drugim co do wielkości w Galicji Zachodniej, kielecki należał do najgęściej zaludnionych, a w sandomierskim mieszkała największa liczba osób pochodzenia żydowskiego.
Po pożarze Kielc w 1800 roku, który strawił dużą część zabudowań w centrum miasta, siedzibę cyrkułu przeniesiono do Stopnicy. Odtąd funkcjonował on pod nazwą stopnickiego, który oprócz dotychczasowego cyrkułu kieleckiego objął swym zasięgiem także Działoszyce, Kazimierzę Wielką oraz Skalbmierz. Na początku XIX wieku postanowiono zmienić siedzibę cyrkułu sandomierskiego, na korzystniej położoną, na szlaku pocztowym z Krakowa do Warszawy. Odtąd mieściła się ona w Opatowie.
Urzędnicy cyrkularni przybywali z różnych stron rządzącej w monarchii austriackiej, dynastii habsburskiej. Byli to przede wszystkim Niemcy lub oddani władzom w Wiedniu, Czesi. W Końskich władzę sprawował starosta Wincenty Rosenzweig, który przybył z czeskiego Cieszyna. Nieznajomość języka, obyczajów oraz miejscowych stosunków, znacząco utrudniała jego pracę. Niejednokrotnie nie mógł on liczyć na pomoc ze strony innych urzędników – pracując od rana do nocy, sam obsługiwał interesantów. Cyrkuł konecki był także niewygodny dla mieszkańców, którzy znaleźli się pod jego jurysdykcją. Osoby zamieszkujące jego teren, niejednokrotnie miały bliżej do Krakowa, a mimo to zmuszone były załatwiać wszystkie sprawy w niewielkich Końskich.

Od początku utworzenia austriackiej władzy administracyjnej na ziemiach polskich lokalne społeczeństwo, szczególnie przedstawiciele lokalnych środowisk szlacheckich, wysuwało prośby i żądania zwiększenia autonomii i władzy miejscowej „klasy posiadającej”. Stanowiło to naturalne posunięcie, bowiem władze zaborcze pozbawiły szeregu praw, którym cieszyła się ta grupa w czasach I Rzeczpospolitej. Nic więc dziwnego, że większość tego rodzaju inicjatyw spotykała się z oporami i niechęcią, cesarza austriackiego, Franciszka II Habsburga [jako pierwszy cesarz Austrii przyjął imię Franciszka I – redakcja]. Zdarzało się jednak, że wysocy rangą przedstawiciele dworu w Wiedniu, osobiście wysłuchiwali dezyderatów szlacheckich. Wśród zaangażowanych w tego typu działalność byli także przedstawiciele szlachty sandomierskiej, między innymi właściciel majątku w Klimontowie – Antoni Ledóchowski.

Nielegalny patriotyzm
Zaborca wprowadził własny system policyjny mający przeciwdziałać ewentualnym buntom i niezadowoleniom społecznym. Policja w monarchii habsburskiej dysponowała licznymi kompetencjami. Oprócz kontroli porządku publicznego i bezpieczeństwa, miała ona możliwość nakładania kar zwanych poprawczymi za mniejsze wykroczenia, karanie w przypadku schwytania sprawcy na gorącym uczynku oraz kontrolowanie osób przybywających do Galicji Zachodniej.
Austriacy dysponowali także policją tajną. Jej zadaniem było śledzenie opinii publicznej, przede wszystkim w sprawach politycznych, posiłkując się pomocą specjalną siecią agenturalną. Specjalne fundusze przeznaczono na jej funkcjonowanie w Galicji Zachodniej. Policja tajna kontrolowała korespondencję osób prywatnych, niejednokrotnie ją konfiskując oraz śledziła kontakty mieszkańców ziemi świętokrzyskiej z ośrodkami na zachodzie Europy. Inwigilacja obejmowała także członków manifestacji, autorów nielegalnych odezw, szkalujących ulotek, pełniła nadzór nad miejscami publicznymi, takimi jak gospody oraz karczmy.

W austriackim systemie kontroli, obok policji, niebagatelne miejsce zajmowała cenzura. Do lat 90. XVIII wieku miała ona charakter liberalny. Wkrótce jednak systematycznie rozszerzała ona swój zasięg. Szczególne zagrożenie dostrzegano w publikacjach, sprowadzanych z Francji, gdzie szerzyła się rewolucja, która doprowadziła do obalenia ówczesnego systemu oraz panującej nad Sekwaną, monarchii Burbonów. Austriacy szczególnie obawiali się możliwości przeniesienia nastrojów społecznych na grunt cesarstwa habsburskiego.

Teren Kielecczyzny podlegał pod urząd cenzury, który mieścił się w Krakowie. Na ziemiach polskich zagarniętych przez Austrię, powszechnie używano pism politycznych przygotowanych w okresie Sejmu Wielkiego oraz insurekcji kościuszkowskiej – nawołujących do wojny z zaborcami oraz walki o niepodległe i suwerenne państwo polskie. Taka sytuacja była dla dworu w Wiedniu nie do przyjęcia. W związku z tym, zakazano między innymi, wydawania książek oraz gazet, które „szerzyły zasady niebezpieczne dla państwa”. Tym samym, przed zgodą na wydruk, dokonywano ocen wszystkich rękopisów. Przyglądano się także dotychczasowym publikacjom, które były już obecne na rynku księgarskim. Rekwirowano wszelkie „podejrzane książki” oraz prasę. Rozpoczęto także wydawanie na terenie Galicji Zachodniej prasy niemieckojęzycznej.
Swoim zasięgiem objęła ona także sztukę. Jedyny teatr stały dla Galicji Zachodniej działał w Krakowie. Nie cieszył się on jednak popularnością, gdyż wystawiane w nim sztuki były jedynie w języku niemieckim. Zliberalizowanie zasad cenzury nastąpiło w 1805 roku, kiedy pozwolono na wystawianie sztuk po polsku.

„Koniec z językiem polskim”
Od początku władze austriackie zajęły się kwestią regulacji szkolnictwa na terenie Galicji Zachodniej. Urzędnicy w Wiedniu podkreślali, że nauka języka niemieckiego jest „czynnikiem wiążącym narody monarchii i winien stanowić najważniejszy przedmiot w szkołach kontrolowanych przez państwo”. Miał to być element indoktrynacji społeczeństwa polskiego i znajdował się pod ścisłą kontrolą starostów cyrkularnych.
Był to jednak problem dla mieszkańców i kierownictwa tych placówek oświatowych. Kiedy w 1798 roku, staraniem opactwa cystersów, utworzono szkołę główną w Jędrzejowie, uczniowie uczyli się jedynie w dwóch najniższych klasach, ponieważ brakowało kandydatów umiejących czytać i pisać jednocześnie w języku polskim oraz niemieckim.
W opozycji do szkół, gdzie wymagano nauki i znajomości języka niemieckiego, pozostawały szkoły parafialne, gdzie uczono wyłącznie po polsku. Istniały one w wielu wsiach i miastach Kielecczyzny – między innymi Kielcach, Małogoszczy, Tyńcu, Rakowie oraz Nowym Korczynie.

Inną formą indoktrynacji była służba wojskowa w armii austriackiej. Licząca niemal dwieście tysięcy osób była „jednym z czynników mających jednoczyć narody monarchii”. Szkolenia oraz służba wymagały znajomości języka niemieckiego. Była ona głęboko znienawidzona przez polskich chłopów oraz ubogie warstwy ludności.
Pobór w Galicji Zachodniej przypominał chwytanie groźnych przestępców. – W mieście burmistrz z mieszczanami, a na wsi wójt z przysiężnymi chwytali w tajemnicy rekrutów do wojska i powiązanych lub skutych w kajdany wywożono do Krakowa. Wielu z nich nie wytrzymywało trudów transportu, kolejni umierali w szpitalach. Często dochodziło również do walk rekrutów z konwojentami – charakteryzowano ówczesne „branki” do austriackiej armii.
Nic dziwnego, że liczba dezerterów oraz osób uchylających się od służby wojskowej systematycznie rosła. Na wiadomość o zbliżającym się poborze, wiele osób ukrywało się, osoby majętne, niejednokrotnie przekupywały urzędników, w zamian przymykano oczy na tych, którzy unikali wcielenia do wojska.

Lata przełomu

Pierwsze lata XIX wieku zwiastowały nadejście zmian. W 1805 roku doszło do konfliktu francusko-austriackiego. Odżyły nadzieje mieszkańców ziemi świętokrzyskiej na odzyskanie suwerennego i niepodległego państwa polskiego. Tylko wielka wojna europejska mogła zburzyć dotychczasowy ład, nie uwzględniający istnienia Rzeczpospolitej. Tym bardziej, że w armii francuskiej formowano oddziały złożone z polskich ochotników. W październiku 1806 roku powstała Legia Północna dowodzona przez generała Józefa Zajączka.
W 1807 roku utworzono Księstwo Warszawskie. Jednak jeszcze wtedy Kielecczyzna znajdowała się poza jego granicami. Pokój między Paryżem, a Wiedniem był jednak krótki. Od początku 1809 roku zaogniały się stosunki między obiema stolicami. Austriacy szukali zemsty za poniesione wcześniej klęski. Nowy konflikt pozwolił Austriakom zająć Warszawę, jednak oddziały dowodzone przez księcia Józefa Poniatowskiego wkroczyły do Galicji Zachodniej, gdzie były gorąco witane przez miejscową ludność.
Jak się wkrótce okazało szczególnie ważną rolę odegrał w konflikcie Sandomierz. To właśnie nieopodal tego miasta doszło do bitwy 15 i 16 czerwca 1809 roku, kiedy wojska austriackie doznały druzgocącej klęski. Miasto leżące na brzegu Wisły, choć mocno zniszczone, było wolne. Znalazło się pod panowaniem polskiej administracji, działającej pod nazwą Rządu Centralnego Obojga Galicji z siedzibą w Lublinie.

Niedługo potem, wojska polskie zajęły resztę ziemi świętokrzyskiej. W pierwszych dniach lipca 1809 roku do Kielc wkroczył 3 pułk piechoty pod komendą pułkownika Tadeusza Matuszewicza. Pokój w Schönbrunn [nazwa pochodzi od pałacu Schönbrunn w Wiedniu, gdzie zawarto porozumienie – redakcja], podpisany 14 października 1809 roku, włączył całą Galicję Zachodnią, w tym także Kielecczyznę, w struktury istniejącego od dwóch lat pod protekcją Napoleona Bonaparte, Księstwa Warszawskiego. Zakończyło to okres okupacji austriackiej.

Władze austriackie, przedstawiciele okupanta na polskich ziemiach, nie cieszyli się popularnością wśród lokalnej społeczności. – Biurokracja austriacka (…) rozpostarła swój nieuleczalny jad po składach, sądach i cyrkułach; złożona z samych ubogich, nędznych, zgłodniałych, chciwych i przekupnych Niemców, a wyznajmy na nasz wstyd i zniemczonych Polaków (…). Nie tylko z akt, z pism, z gazet, z kalendarzy wymazano imię Polski i wszelkie o niej wspomnienia, lecz wydawano zarządzenie zakazujące Najświętszej Pannie nazywać się królową polską, grożące karą, kto by ją pod tym godłem wzywał, lub się do niej modlił – charakteryzował okres austriackiej okupacji, jeden z współczesnych tamtym wydarzeniom, poeta Kajetan Koźmian.

Tomasz Trepka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.echodnia.eu/swietokrzyskie

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.