Jan III: wódz, polityk, kochanek

Czytaj dalej
Paweł Stachnik

Jan III: wódz, polityk, kochanek

Paweł Stachnik

17 SIERPNIA 1629. Rodzi się Jan III Sobieski. Zasłynie jako wybitny wódz, władca i polityk. Jednak nie wszystkie zamierzenia uda mu się zrealizować

Okoliczności narodzin przyszłego króla były dramatyczne. „Urodziłem się w Olesku, zamku na wysokiej górze, mila od Białego Kamienia […]. Podczas urodzenia mego biły pioruny barzo, tak że aż krawiec matki mojej od tego ogłuchł i był głuchym do samej śmierci. Tatarowie też podpadli w tenże właśnie czas pod zamek, których zaś ów sławny gromił Chmielecki [zagończyk Stefan Chmielecki - przyp. PS]” - tak opisywał to po latach sam Sobieski.

Wbrew późniejszym apologetom władcy, jego ród nie należał do najstarszych i najzacniejszych. Sobiescy długo byli prostą szlachtą, a w szeregi magnaterii wszedł dopiero dziad Jana. Pozycję tę ugruntował jego ojciec Jakub, wojewoda bełski i ruski. Jego żoną była Teofila z Daniłowiczów, wnuczka hetmana Stefana Żółkiewskiego i dziedziczka wielkiego majątku z rodowym gniazdem w Żółkwi.

Urodziła Jakubowi dwóch synów: Marka i Jana, a ojciec zadbał o ich wykształcenie. Chłopcy uczyli się w Kolegium Nowodworskiego w Krakowie oraz w tamtejszej Akademii. Potem, zgodnie ze zwyczajem, zostali wysłani w podróż zagraniczną, podczas której mieli poznać obce kraje i nauczyć się języków. Odwiedzili Niemcy, Holandię i Anglię, ale najwięcej czasu spędzili w Paryżu.

Według legendy, młodszy - czyli Jan - miał tam wstąpić do królewskich muszkieterów i poznać się z księciem Ludwikiem II Burbonem, zwanym Wielkim Kondeuszem, co miało później zaowocować w jego monarszej polityce. Sławomir Leśniewski, autor najnowszej biografii króla zatytułowanej „Sobieski. Lew, który zapłakał”, zdecydowanie to odrzuca. Pisze natomiast, że przystojny i lubiący romanse Jan dorobił się w Paryżu syna, który po latach pojawił się w Warszawie, budząc na dworze niemałą sensację.

Hulaka i żołnierz

W 1648 r. zmarł Jakub Sobieski, a bracia wrócili do kraju i podzielili się spadkiem. Jan objął też pierwszy urząd publiczny: został starostą jaworowskim. Obaj wstąpili do wojska i wzięli udział w walkach z Kozakami podczas powstania Chmielnickiego. Uczestniczyli m.in. w bitwie pod Zborowem i wielkim starciu pod Beresteczkiem. W bitwie pod Batohem, po której Tatarzy dokonali brutalnej rzezi polskich jeńców, zginął Marek Sobieski.

Jan na szczęście nie wziął w niej udziału - leczył ranę po romansowym pojedynku - bo jego los byłby podobny. W ogóle młodość przyszły król miał burzliwą. Romansował, pił i hulał w gronie kompanów, najeżdżał i procesował się z sąsiadami. Jednocześnie brał udział w wyprawach na Kozaków Chmielnickiego, dowodząc jako pułkownik chorągwią (nomen omen kozacką).

Powstanie Chmielnickiego było tylko pierwszym z szeregu nieszczęść, jakie spadły na Rzeczpospolitą w połowie XVII w. Widząc jej osłabienie latem 1655 r. w granice Korony i Litwy wkroczyła armia szwedzka. Szlachta, magnaci, miasta zaczęli masowo poddawać się władzy Karola X Gustawa. Wcześnie uczynił to także Sobieski służący w wojskach kwarcianych Aleksandra Koniecpolskiego. Razem z oddziałami polskimi, które przeszły na szwedzką służbę walczył z siłami wiernymi Janowi Kazimierzowi. Być może nawet wziął udział w oblężeniu Jasnej Góry. Od okupantów odstąpił dopiero w maju 1656 r. przechodząc pod komendę marszałka koronnego Jerzego S. Lubomirskiego.

Biografowie Sobieskiego starali się umniejszyć i zbagatelizować ten epizod. Pisano m.in., że nie trwał on długo, a dzięki służbie w armii Karola X Sobieski poznał zachodnie metody wojowania, szczególnie użycie artylerii i piechoty. Inne zdanie ma Sławomir Leśniewski, który stanowczo stwierdza, że Sobieski przystał do Szwedów jako jeden z pierwszych i należał do tych, którzy służyli im najdłużej.

Zakochany bez pamięci

Król Jan Kazimierz bardzo potrzebował żołnierzy, dlatego Sobieski nie został ukarany za zdradę. Przeciwnie, 26 maja władca w obozie pod Karczewem nad Wisłą mianował go chorążym wielkim koronnym, co było otwarciem drogi do dalszych - poważniejszych - urzędów i zwiastowało karierę.

W szeregach wojska Sobieski spędził kilka najbliższych lat. Walczył ze Szwedami w bitwie pod Warszawą (to on, a nie Andrzej Kmicic dowodził tam korpusem tatarskim), zdobywał Toruń, wypierał z Polski armię siedmiogrodzką Jerzego Rakoczego, uczestniczył w walkach z Moskwą pod Słobodyszczami i Cudnowem. Został też po raz pierwszy posłem na sejm.

W 1655 r. na jednym z dworskich balów Jan poznał dwórkę królowej Ludwiki Marii Gonzagi (żony Jana Kazimierza), młodą Francuzkę Marię Kazimierę d’Arquien (zwaną Marysieńką). Miała zaledwie 14 lat, ale wyróżniała się urodą, temperamentem i inteligencją. Sobieski z miejsca zakochał się w niej i chciał się żenić. Przystojny i zamożny młodzieniec nie był pannie obojętny, ale królowa miała wobec swojej dwórki inne plany.

Wydała ją za Jana Zamoyskiego zwanego Sobiepanem, wnuka hetmana i kanclerza. Zamoyski miał 30 lat, był bogaty i słynął z hulaszczego życia, z którego po ślubie nie zamierzał rezygnować. Sobieski ślub ukochanej przeżył mocno, ale nie stracił nadziei, że kiedyś połączy się z wybranką. Nawiązała się między nimi nić przyjaźni i porozumienia, podtrzymywana wymianą listów, w których zwierzali się sobie z spraw bieżących, a z czasem także intymnych.

W obozie królewskim

Wiążąc się uczuciowo z Marysieńką Sobieski związał się z królową i obozem królewskim. Ludwika Maria, osoba ambitna i energiczna, budowała w Polsce stronnictwo profrancuskie i pozyskiwała dla niego sojuszników wśród znaczących postaci w kraju. Wszystko to wiązało się z reformatorskim planem Jana Kazimierza, który zdając sobie sprawę ze słabości państwa chciał przeprowadzić zmiany wzmacniające władzę centralną.

Zwycięski wódz, przegrany polityk

Król chciał ograniczyć liberum veto i pozycję sejmu, a przede wszystkim przeprowadzić elekcję vivente rege, czyli wybrać następcę za swojego życia. Miał nim być wspomniany francuski książę Kondeusz, a cała operacja była prowadzona ze wsparciem Paryża. Sobieski przystał do obozu królewskiego i stał się jego aktywnym działaczem. Brał też z tego tytułu stosowne gratyfikacje pieniężne z Francji.

Przeciwko planom króla i królowej szybko narodziła się opozycja. Szlachta alergicznie reagowała na wszelkie próby wzmocnienia władzy centralnej, za każdym razem obsesyjnie upatrując w nich zamachu na wolność. Na przywódcę przeciwników wyrósł hetman polny koronny Jerzy Sebastian Lubomirski, wcześniej wierny współpracownik króla. Dwór zorganizował sąd nad Lubomirskim, który skazał go na utratę czci, życia i dóbr. Odebrane mu marszałkostwo koronne przekazano Sobieskiemu, co ściągnęło na niego niechęć szlachty. Lubomirski rozpoczął bunt wsparty przez sporą część herbowych. Król wysłał przeciw nim swoje siły. Do starcia doszło pod Mątwami, gdzie królewscy ponieśli klęskę, a Sobieski o mało nie stracił życia podczas ucieczki. Fatalny rokosz zakończyła ugoda, a potem śmierć Lubomirskiego.

Opozycjonista i spiskowiec

W kwietniu 1665 r. zmarł wyniszczony pijaństwem mąż Marysieńki Sobiepan Zamoyski. Sobieski mógł wreszcie pojąć za żonę swoją ukochaną, tym bardziej że ich długoletni romans był publiczną tajemnicą. Nie czekając na upłynięcie przepisowego okresu żałoby 14 maja wziął z nią najpierw tajny, a 5 lipca drugi (!) oficjalny ślub. Obecna była para królewska, a sakramentu udzielił nuncjusz papieski Antonio Pignatelli, późniejszy papież Innocenty XII. Małżeństwo okazało się zgodne, kochające i długotrwałe.

Dwa lata później doszło do wydarzeń, które wpłynęły na dalsze losy Sobieskiego. Wiosną 1667 r. Rzeczpospolitą najechali Tatarzy wspierani przez uznających zwierzchnictwo Turcji Kozaków. Napastnicy doszli do Brodów i Zbaraża, jak zawsze paląc, łupiąc i biorąc jasyr. Przeciwstawił się im Sobieski, od 1666 r. hetman polny koronny. Zastosował wobec Tatarów nową taktykę. Zamiast próbować narzucić im walną bitwę, której zwykle skutecznie unikali, podzielił siły na mniejsze oddziały i kazał im zwalczać poszczególne czambuły.

Pomysł okazał się bardzo dobry. Tatarzy zostali zaskoczeni ich własną taktyką i zaczęli ponosić porażki, a ich zagony były skutecznie rozbijane. Dodatkowo hetman z resztą sił zamknął się w warownym obozie pod Podhajcami i tam zadał atakującym go Tatarom i Kozakom klęskę w bitwie obronnej. Zwycięstwo stało się głośne i przysporzyło sławy Sobieskiemu. Otaczająca go dotychczas niechęć szlachty prysnęła jak bańka mydlana. Pozyskał sobie szlachecki lud także takimi gestami jak wypłacenie wojsku zaległego żołdu z własnych pieniędzy i skierowanie oddziałów na leża zimowe do własnych starostw. Jego kariera przyspieszyła - na sejmie w 1668 r. został hetmanem wielkim koronnym. Wzywano go, by sięgnął po władzę i został królem, odsuwając niepopularnego Jana Kazimierza. Sobieski jednak nie zdecydował się na to.

Historycy uważają to za błąd, dlatego że po abdykacji Wazy rozgorączkowana szlachta odrzucając cudzoziemskich kandydatów wybrała „Piasta”, czyli Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Okazał się on jednym z najgorszych władców w naszej historii. Sobieski został jego ostrym przeciwnikiem i jednym z liderów opozycji. Hetman nadal bowiem popierał wariant francuski, a poza tym był od dawna skonfliktowany z rodziną Wiśniowieckich. Mało tego: po raz pierwszy w historii kraju doprowadził do zerwania sejmu koronacyjnego i zawiązał spisek mający doprowadzić do detronizacji króla.

Zmiana kierunku

Nieudolność Michała Korybuta ujawniła się w obliczu zbliżającej się wojny z Turcją. Sułtan Mehmed IV postanowił poszerzyć granice swojego imperium na północy i w 1672 r. jego potężna armia wkroczyła w granice Rzeczypospolitej. Zaniedbana twierdza w Kamieńcu Podolskim została łatwo zdobyta, a w październiku Polska podpisała w Buczaczu traktat pokojowy z Portą. Traciła w nim Podole i zobowiązywała się do płacenia rocznego haraczu.

Traktat wywołał szok i absurdalne oskarżenia, których celem stał się hetman. Ten jednak jesienią tego roku przeprowadził udaną operację przeciw czambułom tatarskim uwalniając kilkadziesiąt tysięcy jeńców, a w roku następnym rozbił armię turecką pod Chocimiem. W przeddzień bitwy zmarł król Michał Korybut, a na elekcji w 1674 r. dzięki swojej popularności (i francuskim pieniądzom) Sobieski został wybrany na tron.

Jako król postanowił przeorientować polską politykę zagraniczną. Zwrócił się na północ, w stronę Prus Książęcych, nad którymi zwierzchność Polska straciła podczas potopu. W sojuszu z Francją i Szwecją chciał zaatakować Brandenburgię i włączyć Prusy do Rzeczypospolitej. Warunkiem było zakończenie konfliktu z Turcją, ale tego nie udało się zrealizować. Rozczarowany brakiem wsparcia ze strony Francji i rosnącą niechęcią szlachty do jego planów, zrezygnował. Szkoda, bo rozwiązanie problemu Prus mogło zmienić losy Polski…

W 1683 r. król zawarł przymierze z cesarzem Leopoldem, przewidujące pomoc w razie ataku Turcji. Bardzo szybko przyszło dotrzymać zobowiązania: latem 90-tysięczna armia turecka obległa Wiedeń, a cesarz poprosił o pomoc. W Polsce w zadziwiająco szybki i sprawny sposób zmobilizowano 34-tysięczną armię kosztem 11 mln zł.

W Austrii połączył się z siłami cesarskimi i niemieckimi, objął komendę nad całością, i 12 września w świetnym stylu pobił Turków, zyskując sławę w całej Europie. Dziś wiktoria wiedeńska jest częścią narodowej mitologii. Ale poważni historycy już dawno zastanawiali się, czy wypełnianie sojuszniczych zobowiązań w taki sposób było najlepsze dla kraju. Można było przecież uderzyć na Podole, odbierając je Turkom, a i odciążając w ten sposób Austrię…

W dalszych latach rządów Sobieski wobec silnej opozycji wewnętrznej nie zdołał zreformować państwa, wzmocnić władzy, zapewnić następstwa tronu swojemu synowi i wrócić do polityki Bałtyckiej. Nie udało mu się też odzyskać strat terytorialnych poniesionych na rzecz Turcji i Moskwy. Podejmowane przez niego wyprawy nie dawały strategicznego zwycięstwa, a niektóre kończyły się wręcz porażką (jak wyprawa do Mołdawii w 1691 r.).

W 1686 r. musiał zawrzeć niekorzystny pokój z Moskwą, w którym Polska zrzekała się wszystkich zajętych przed laty przez Rosjan ziem: lewobrzeżnej Ukrainy z Kijowem, ziemi smoleńskiej, czernichowskiej i siewierskiej. To był moment zwrotny w dziejach rywalizacji polsko-rosyjskiej: Rzeczpospolita przegrała i nigdy już nie odzyskała przewagi. Król zaprzysiągł pokój ze łzami w oczach, ale zdawał sobie sprawę, że Polska nie ma dość siły, by go odrzucić. Jego plany pokonania Turcji i Moskwy oraz wzmocnienia kraju nie zostały zrealizowane. Mimo tych politycznych porażek wojskowe zwycięstwa Sobieskiego - zwłaszcza zaś to wiedeńskie - zapewniły mu opinię niepokonanego oraz nieśmiertelność w pamięci Polaków.

Paweł Stachnik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.echodnia.eu/swietokrzyskie

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.