Horror na Malince w Opolu. Amstaff miał być bity i gwałcony przez swojego pana

Czytaj dalej
Fot. TOZ Opole
Mirela Mazurkiewicz

Horror na Malince w Opolu. Amstaff miał być bity i gwałcony przez swojego pana

Mirela Mazurkiewicz

Gehenna trwała przez kilka lat. To, co przeżyło zwierzę poruszyło nawet najbardziej doświadczonych policjantów. Właściciel psa usłyszał zarzuty i na 3 miesiące trafił do aresztu. Mężczyzna odpowiada też za to, że groził śmiercią kobiecie, która pomogła wyrwać Jogiego z domowego piekła.

5 maja 2020. Osiedle Malinka. Roma Kowalczyk wybrała się tego wtorkowego wieczoru do jednego z dyskontów. Zdążyła w ostatniej chwili. Tuż po tym, gdy wyszła ze sklepu, drzwi zostały zamknięte. – Wtedy podszedł ten mężczyzna. Zaczął wyżywać się na psie i krzyczeć, że to przez niego spóźnił się do sklepu. Wprawiło mnie to w osłupienie, bo wyglądało tak, jakby facet kłócił się z psem i był zdziwiony, że ten mu nie odpowiada – wspomina pani Roma. - W pewnym momencie ten mężczyzna podniósł amstaffa na smyczy i podduszał tak, że ten zaczęło skowytać. Później rzucił nim o barierki. Przerażone zwierzę schowało się pod wózkami.

Pani Roma zadziałała instynktownie, choć przez ułamek sekundy przeszło jej przez myśl, że to na niej mężczyzna wyładuje agresję. Poprosiła, żeby przestał. – Wtedy on zaczął mi grozić. Powiedział, że to jego pies i jeśli zechce, to go w domu powiesi.
Opolanka nie była pewna, czy poirytowany mężczyzna nie spełni swojej groźby. Wiedziała jedno: amstaffa trzeba jak najszybciej wyrwać z rąk właściciela. Nie sądziła wtedy jeszcze, że popis, który zobaczyła, to zaledwie ułamek bogatego repertuaru tortur…

Opolanka nie chciała działać po omacku. Na własną rękę ustaliła tożsamość mężczyzny, co okazało się o tyle łatwiejsze, że mieszkał w okolicy i nie cieszył się dobrą sławą. Później zawiadomiła policję oraz Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami.

W połowie lipca pies został odebrany właścicielowi. – Niemal każdego dnia oglądamy cierpienie zwierząt i naprawdę niewiele jest już w stanie nas zaskoczyć, ale gdy zobaczyliśmy tego psa, mieliśmy ochotę płakać – mówi Aleksandra Czechowska z opolskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. – On musiał cierpieć od wielu miesięcy, a może nawet lat. Był wychudzony, miał liczne blizny na kufie oraz zdeformowane małżowiny uszne. Zrobiły się z tego tzw. uszy zapaśnika, bo wielokrotne urazy sprawiły, że doszło do ich zniekształcenia. Właśnie jak u zapaśników.

Pozostało jeszcze 77% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Mirela Mazurkiewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.echodnia.eu/swietokrzyskie

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.