Powtórne zdobycie „niezdobytej” twierdzy nad Sanem

Czytaj dalej
Fot. archiwum
Paweł Stachnik

Powtórne zdobycie „niezdobytej” twierdzy nad Sanem

Paweł Stachnik

Czerwiec 1915. Zakończyło się oblężenie Twierdzy Przemyśl. Już trzecie podczas Wielkiej Wojny. Tym razem bronili się w niej Rosjanie.

Po zajęciu w 1772 r. Galicji przez Austrię przed cesarskimi wojskowymi stanął problem obrony nowej północno-wschodniej prowincji. Jej granica z Rosją była długa i pozbawiona przeszkód naturalnych. Uznano wobec tego, że bronienie całej linii granic jest pozbawione sensu. Lepiej skoncentrować wojska w silnej twierdzy, a następnie wyprowadzić z niej kontrofensywę przeciw napastnikowi.

W Galicji Zachodniej na twierdzę taką wybrano Kraków, który od 1850 r. systematycznie fortyfikowano. W Galicji Wschodniej pod uwagę brano Jasło, Stryj, Lwów i Jarosław. Impulsem do podjęcia ostatecznej decyzji stała się wojna krymska, w której Austria poparła antyrosyjską koalicję. Wtedy właśnie, w latach 1854-1855, w leżącym nad Sanem Przemyślu rozpoczęto pospieszne wznoszenie umocnień.

Milion metrów drutu

Definitywna decyzja o przekształceniu Przemyśla w drugą galicyjską twierdzę zapadła w 1871 r. „Miasto zostało wybrane ze względu na swoje położenie strategiczne. Po pierwsze, znajdowało się na ostatnim wzniesieniu terenu przed granicą z Rosją, która przebiegała 70 km dalej na północ. Po drugie, blokowało dostęp do przełęczy Łupkowskiej i Dukielskiej, umożliwiających przekroczenie Karpat i wkroczenie do habsburskich Węgier.” - pisze brytyjski historyk Alexander Watson w wydanej po polsku książce „Twierdza. Oblężenie Przemyśla”.

Intensywne prace przy budowie umocnień rozpoczęły się w 1878 r., co było wynikiem rosnącej rywalizacji austriacko-rosyjskiej na Bałkanach. Budowa twierdzy przypominała analogiczny proces w Krakowie, tzn. była niekończącym się wyścigiem między inżynierami a artylerzystami. Oto bowiem rozwój artylerii - zwiększanie kalibru, szybkostrzelności i zasięgu dział - wywoływał konieczność modernizowania fortów. I tak umocnienia ziemne zastępowano ceglanymi, potem betonowymi, a jeszcze potem żelazobetonowymi. Wielkie forty artyleryjskie uzupełniano fortami piechoty, potem pojawiły się forty pancerne, a wreszcie na początku XX w. system fortyfikacji rozproszonych.

W 1914 r., po ponad 30 latach budowy, twierdza składała się z 17 fortów głównych i 18 pomocniczych tworzących wokół miasta zewnętrzny obwód o długości 48 km. Wewnętrzny pierścień obrony tworzyło 21 fortów. Pomiędzy nimi latem 1914 r. wykopano ciągłą linię okopów, zbudowano schrony i ziemianki oraz polowe stanowiska artyleryjskie, a na przedpolu rozciągnięto milion metrów drutu kolczastego .

Przed umocnieniami wycięto tysiąc hektarów lasu i wysiedlono mieszkańców, a ich wsie zburzono, spalono lub wysadzono w powietrze. Wewnątrz twierdzy obok już istniejących koszar, stajni, magazynów, kuchni i warsztatów pospiesznie wznoszono nowe, dla mającej się lada chwila powiększyć załogi. Wybudowano dwa dodatkowe mosty na Sanie, dostarczono dodatkowe działa, amunicję i karabiny maszynowe.

Usunąć cierń

W przypadku wojny obsada Twierdzy Przemyśl miała zostać powiększona do 85 tys. ludzi i 3,7 tys. koni. Jednak przebieg wydarzeń na froncie latem 1914 r. sprawił że Przemyśl nabrał dużego znaczenia i załogę zwiększono do około 131 tys. żołnierzy i 21 tys. koni. Oto bowiem po przegranych wrześniowych bitwach pod Lwowem i Rawą Ruską szef c.k. Sztabu Generalnego gen. Franz Conrad von Hötzendorf nakazał trzem swoim armiom wycofanie się za linię Sanu. Twierdza Przemyśl miała teraz zatrzymać nadciągające siły rosyjskie i dać czas armii polowej na odbudowę i reorganizację.

Jak pisze Alexander Watson, komendant twierdzy, 54-letni gen. Hermann Kusmanek von Burgneustädten, otrzymał 16 września od Conrada depeszę informującą, że załoga może liczyć tylko na siebie i musi „utrzymać się za wszelką cenę”. Komendant dysponował węgierską 23. Dywizją Piechoty, czterema brygadami piechoty landszturmu, pułkiem artylerii fortecznej i mniejszymi jednostkami. Znaczącą wartość miała tylko 23. Dywizja, bo brygady landszturmu składały się ze starszych żołnierzy, w wieku od 37 do 42 lat, i były dowodzone przez oficerów rezerwy. W dodatku, jak to w c.k. armii, tworzyła je mozaika narodowości: Niemcy, Czesi, Rumuni, Polacy, Rusini, Słoweńcy...

17 września 1914 r. u bram twierdzy pojawił się pierwszy nieprzyjacielski patrol. Pod miasto podeszły rosyjskie 3. i 8. Armie, z których wydzielono liczące 91 tys. żołnierzy siły mające zablokować Przemyśl, co stało się sześć dni później. Dla dowódcy obu armii, słynnego później gen. Aleksieja Brusiłowa, zdobycie Przemyśla było ważne ze względów taktycznych i strategicznych. Usunięcie tego ciernia tkwiącego na tyłach wojsk pozwoliłoby zwolnić do innych zadań 91 tys. żołnierzy i odblokować linię kolejową Lwów – Kraków. Dlatego już 5 października Rosjanie rozpoczęli ostrzał twierdzy, a potem ataki na poszczególne umocnienia.

Krótkie wytchnienie

7 października przypuścili szturm na południowo-wschodni odcinek obrony. Doszło wtedy do dramatycznej walki o fort „Łysiczka”. Nieprzyjacielska piechota ponosząc ciężkie straty od ognia artyleryjskiego i karabinowego zdołała wedrzeć się na fort, gdzie doszło do walki wręcz z obrońcami z 11. Pułku Piechoty landszturmu. Mimo załamania się dowódcy obrony „Łysiczkę” utrzymano.

Rosyjskie szturmy na innych odcinkach zostały odparte, a atakujący ponieśli duże straty. 9 października do zachodniego skraju umocnień dotarł pierwszy patrol austro-węgierskiej kawalerii. Oznaczało to, że Przemyśl doczekał odsieczy. Siły Brusiłowa odstąpiły. Załoga twierdzy stanęła na wysokości zadania, choć jak wynika z lektury książki Watsona, liczba załamań wśród oficerów była zadziwiająco duża.

Chwila wytchnienia nie trwała jednak długo. W strategicznym tańcu, jaki latem i jesienią 1914 r. odbywał się w Galicji, c.k. armie znów musiały się cofnąć, a 8 listopada Przemyśl został otoczony. I znów jego dowódca i załoga otrzymali rozkaz utrzymania się za wszelką cenę. Gen. Conrad nie posłuchał doradców sygerujących, że tym razem załogę trzeba ewakuować, a twierdzę oddać nieprzyjacielowi.

Ruska ziemia

Nauczeni przykrym doświadczeniem Rosjanie nie kwapili się teraz do szturmowania miasta, lecz postanowili wziąć je głodem. W Przemyślu przebywało 130 tys. żołnierzy i 30 tys. cywilów. Dla zapewnienia im środków do życia dowództwo i władze miasta zorganizowały warsztaty szyjące zimowe ubrania, piekarnie wypiekające chleb, zakłady produkujące mydło, zapałki, pastę do butów…

Początkowo sytuacja była całkiem znośna. Żywności nie brakowało, choć jej ceny bardzo wzrosły. Dla cywilów uruchomiono tanie kuchnie zaopatrywane przez intendenturę. W budynku dworca odbywały się koncerty, orkiestra wojskowa regularnie grała na rynku. Ukazywała się prasa, działało kino, uruchomiono pocztę lotniczą (m.in. do i z Krakowa). Z czasem jednak warunki życia uległy pogorszeniu. Nadeszła ciężka zima, zaczęło brakować opału, obniżono racje żywnościowe. Służba w okopach i na posterunkach pierwszej linii - w śniegu i mrozie - była bardzo wyczerpująca. Monotonia i brak nadziei na zmianę źle wpływały na psychikę żołnierzy i cywilów.

Iskra nadziei zabłysła w połowie grudnia 1914 r. W zwycięskiej bitwie pod Limanową Austriacy odepchnęli Rosjan na wschód i przeszli do ofensywy. Dowództwo twierdzy otrzymało rozkaz zorganizowania wypadu w celu połączenia się z nacierającą 3. Armią, której skrzydło zbliżyło się do Przemyśla na 60 km. 15 grudnia grupa uderzeniowa z twierdzy zaatakowała wzgórza na zachód od miasta i w ciężkich walkach je zdobyła. Wysiłek poszedł jednak na marne, bo natarcie 3. Armii zostało zatrzymane.

Klęska podziałała przygnębiająco na załogę. Coraz bardziej brakowało jedzenia. W końcu grudnia zabito 10 tys. koni i odtąd żywiono się koniną w różnych postaciach. Racje były jednak niewystarczające i żołnierze masowo słabli i chorowali. W marcu w szpitalach było 24 tys. z nich, ale tylko 2,5 tys. rannych. Szerzyły się dezercje. Cywile jedli koty, psy i myszy.

W takiej sytuacji gen. Kusmanek podjął decyzję o przebiciu się załogi przez pierścień oblężenia. Dotarcie do linii austriackich było niemożliwe, wybrał więc atak na wschód, by zdobyć znajdujące się tam magazyny żywności. Sformowano grupę uderzeniową, która w nocy z 18 na 19 marca 1915 r. zaatakowała rosyjskie pozycje. Żołnierze byli jednak tak wycieńczeni, że atak zupełnie się nie powiódł i został odparty. Straty były ogromne.

Wobec tego Kusmanek po konsultacjach z Naczelnym Dowództwem wydał 20 marca rozkaz zniszczenia twierdzy i poddania się. Spalono zapasy gotówki, benzynę wylano do Sanu, wystrzelano amunicję do dział i karabinów maszynowych, zniszczono broń, wysadzono mosty na Sanie i forty. Do niewoli poszło prawie 120 tys. żołnierzy, w tym dziewięciu generałów. Rosjanie zajęli Przemyśl i przystąpili do jego rusyfikacji, twierdząc że Galicja Wschodnia zawsze była ziemią ruską.

Ich panowanie nie trwało jednak długo. Po bitwie pod Gorlicami w maju 1915 r. pod miasto podeszły siły niemieckie i austriackie i przypuściły szturm. Gen. Conradowi zależało, by do Przemyśla jako pierwsze weszły c.k. oddziały, by w ten sposób zmyć hańbę kapitulacji, ale skuteczniejsi byli Niemcy. 3 czerwca nad ranem do centrum jako pierwsze dotarły oddziały bawarskie. Trzecie oblężenie zakończyło militarną rolę Twierdzy Przemyśl w Wielkiej Wojnie.

Paweł Stachnik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.echodnia.eu/radomskie

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.