Marta Gawina

Nie da się wygrać wojny z terroryzmem. To tylko hasło, które się dobrze sprzedaje

To, że będą takie ataki w przyszłości, to nie ulega wątpliwości - uważa prof. Daniel Boćkowski Fot. EAST NEWS/AFP PHOTO / Paul ELLIS Poprzednie Następne To, że będą takie ataki w przyszłości, to nie ulega wątpliwości - uważa prof. Daniel Boćkowski
Marta Gawina

Wszędzie można bezpiecznie wyjechać i wszędzie jest niebezpiecznie - komentuje ekspert z Uniwersytetu w Białymstoku

Ponad 20 osób zabitych w tym dzieci, kilkudziesięciu rannych. Taki tragiczny bilans zamachu w Manchester Arena. Pojawiają się głosy, że takie dramaty powoli stają się w Europie normą. Faktycznie mamy się już do nich przyzwyczajać?

Prof. Daniel Boćkowski, historyk oraz ekspert ds. bezpieczeństwa i zagrożeń terrorystycznych z Uniwersytetu w Białymstoku: Już chyba przyzwyczailiśmy się do tego, że zamachy wstrząsają Europą. To oczywiście był jeden z krwawszych zamachów. Jednak, gdy popatrzymy na ostatnie lata, na to co działo się w Brukseli, Paryżu czy Nicei, to możemy stwierdzić, że tego typu ataki stały się jednym z wątków naszego życia, na które nie mamy wpływu. To, że będą takie ataki w przyszłości nie ulega wątpliwości. Nie znika bowiem problem frustracji ludzi, którzy przebywają na terenie Europy, a są podatni na propagandę islamistów i grup islamistycznych. Mamy też do czynienia z kultem przemocy i tym, że terroryzm stał się narzędziem do realizacji różnych celów politycznych. Na dodatek na terenie Bliskiego Wschodu nic nie idzie ku lepszemu. Nadal mamy zdestabilizowaną Syrię, nadal mamy problemy walczącego Iraku, niestabilną Libię itd. Jest też Afryka, która zmierza ku północy, licząc na to, że przepłynie Morze Śródziemne i będzie gdzieś układała się w Europie, która ciągle jawi się jako miejsce o wiele spokojniejsze, niż kraje, w których przyszło tym ludziom żyć.

Przerażający atak terrorystyczny - tak zamach w Manchester Arena określiła premier Wielkiej Brytanii. I trudno się z nią nie zgodzić, bo zaatakowano miejsce pełne dzieci. Zamachowiec wybrał je z premedytacją?

Jeśli chciał dokonać zamachu w danym momencie, to koncert znanej amerykańskiej piosenkarki jest świetnym wydarzeniem, by zaistnieć. Uderzenie w dzieci i młodzież tym bardziej, bo to ma wstrząsnąć światem. Zamachy terrorystyczne mają przecież przerazić, wstrząsnąć, doprowadzić do reakcji, być może do odwetu, który z kolei będzie nakręcał strach i wściekłość tych, którzy padną jego ofiarami. Zamach w czasie koncertu był zaplanowany. Ta osoba przyszła odpowiednio przygotowana. To nie było tak, że na siłę próbowała się tam dostać. Ta osoba czekała na moment, gdy tłum zacznie gęstnieć, by móc dokonać zamachu.

Organizatorzy koncertu nie przewidzieli takiego ataku?

Ale nikt nie jest w stanie tego przewidzieć. Nie pomogą tutaj nawet absolutnie bezpieczne procedury. Jedynym sposobem, by zapobiec tego typu zamachom byłoby zabronienie organizowania koncertów, meczów czy innych imprez masowych. A to jest celem samym w sobie terrorystów, by zastraszyć ludzi.

Jakie mogą być polityczne konsekwencje tego zamachu?

Trudno powiedzieć. Nie wiem czy zamach wpłynie na wynik wyborów w Wielkiej Brytanii. Na pewno da narzędzia do ręki aktualnie rządzącym, by być może jeszcze bardziej zaostrzyć procedury bezpieczeństwa. Ale każda taka procedura ma swoje luki. Terroryści potrafią je w końcu znaleźć. Na ileś rozbitych przypadków zamachów, o których się nie mówi, znajduje się w końcu osoba, której uda się przebić i zdetonować ładunek. Dlatego tak ważne jest przeciwdziałanie, prewencja i nauka jak reagować w sytuacjach krytycznych. Widać bowiem, niestety, że nie do końca organizatorom tego koncertu udało się zapanować nad tłumem. Brakowało umiejętności. Podjęto decyzję o opuszczeniu budynku, chociaż nikt nie był pewien, co się dzieje na zewnątrz. Znając doświadczenia z poprzednich ataków, można było się spodziewać, że może być jeszcze jeden zamachowiec. Teoretycznie powinno się było opanować panikę i nie wypuszczać ludzi. Niestety, wszyscy uczymy się na błędach.

O wojnie z terroryzmem słyszymy od kilku lat. Jakie są jej efekty właśnie widzimy. Czy jest jakakolwiek szansa na zwycięstwo z terroryzmem?

Ale wojna z terroryzmem jest fikcją. Nie da się wygrać wojny z terroryzmem. To jest hasło, które się dobrze sprzedaje, bo jest nośne. Wojna z terroryzmem byłaby wygrana, gdyby zniknęła przyczyna aktów terrorystycznych. A tu mamy konflikt i religijny, i związany z tym jak odbierany jest świat zachodni. Przez islamistów uważany jest za zagrożenie. Mamy ciągle wojny, mamy problemy z przestrzeganiem praw człowieka. Więc aby wygrać z terrorystami, to trzeba albo zlikwidować te problemy albo zlikwidować terrorystów. A ich nie da się dziś zlikwidować, bo są rozproszeni. Terrorystą może stać się każdy, kto zacznie podzielać opinie wygłaszane przez islamistów.

W kontekście ostatniego zamachu, pewnie znów będziemy głośno dyskutować o uchodźcach. Polski rząd zyskał właśnie kolejny argument, by ich nie przyjmować.

W większości udokumentowanych przypadków, ataków nie dokonują uchodźcy czy imigranci zarobkowi w pierwszym pokoleniu, tylko dokonuje tego drugie, czy nawet trzecie pokolenie. Dlatego absurdem jest mówienie, że jeżeli przyjmiemy teraz 200 osób, to za chwilę zaczną wybuchać bomby na naszych ulicach. Tak naprawdę to odpowiednia duża społeczność danej narodowości może powodować, że problemy nawarstwiają się. A wynikają z poziomu życia, z tego, że dana osoba uważa się za wykluczoną, że nigdy nie będzie prawdziwym Brytyjczykiem, że jest podatna na procesy radykalizacji wśród kolegów, znajomych. To tak lepi się potencjalnego terrorystę. Natomiast większość ludzi, która przepływa teraz do Europy, nie ma zamiaru wysadzić się w powietrze. Owszem możemy liczyć się z tym, że po miesiącach, po latach, ta osoba, której wymarzony świat w Europie okazał się całkiem inny, która jest wściekła na tę Europę, usłyszy: przyłącz się do nas, razem się zemścimy. I z osób podatnych na takie hasła pewnie uda się zmontować zamachowców. Tak było, jest i pewnie będzie.

Jesteśmy tuż przed okresem wakacyjnym. I wielu z nas zadaje sobie pytanie, do którego europejskiego kraju można teraz bezpiecznie wyjechać.

Powiem tak. Wszędzie można bezpiecznie wyjechać i wszędzie jest niebezpiecznie. My nie wiemy, gdzie zaatakują terroryści. Raz jest koncert, raz lotnisko. Terroryści wybierają miejsca, gdzie jest odpowiednia liczba osób. Natomiast szansa, że staniemy się ofiarą zamachu terrorystycznego jest o wiele mniejsza, niż to, że zginiemy na drodze. A przecież nikt nie ogłosi, że nie będzie chodził po ulicy. Musimy pogodzić się z tym, że w jakimś miejscu może nastąpić atak terrorystyczny. Trzeba tylko nauczyć się reagować i minimalizować skutki takiego zamachu.

Czy Polska powinna obawiać się zamachów?

Cała idea terroryzmu polega na tym, że szuka się najsłabszych ognisk. Na pewno musimy być przygotowani na taką ewentualność. Trzeba ludzi szkolić, jak powinni reagować w chwili zagrożenia.

Marta Gawina

Białostoczanka i dziennikarka z kilkunastoletnim stażem, którą świat ciągle potrafi zadziwić. I bardzo dobrze

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.echodnia.eu/radomskie

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.