Kard. Franciszek Macharski mawiał: Mój dom to Kraków

Czytaj dalej
Fot. brak
Grażyna Starzak

Kard. Franciszek Macharski mawiał: Mój dom to Kraków

Grażyna Starzak

Ściskał ręce i składał życzenia każdemu, kto się do niego dopchał. Wśród tych osób było wielu samotnych, ubogich, bezdomnych - mówi ks. prof. Robert Nęcek.

Ksiądz profesor pewnie już wie, że miasto pod Wawelem może mieć nowego orędownika w niebie? I to Krakusa, z krwi i kości.

Słyszałem, co nieco na ten temat. Rzeczywiście, od pewnego czasu mówi się, że tym orędownikiem może być zmarły przed pięciu laty, wieloletni metropolita krakowski kard. Franciszek Macharski. Gdyby tak się stało, byłbym bardzo szczęśliwy, gdyż po pierwsze jest to osoba mi bliska, a po drugie, istotnie, pochodził ze znanej, poważanej krakowskiej rodziny kupieckiej. Do dziś na rodzinnej posesji Macharskich przy ulicy Wyspiańskiego w Krakowie rosną dwa dęby. Jeden wyższy, drugi niższy. Pamiątka narodzin synów - starszego Władysława, rocznik 1925 oraz młodszego Franciszka.

Jak Ksiądz myśli, gdyby doszło do procesu beatyfikacyjnego kard. Franciszka Macharskiego, jakie cnoty kandydata będą się powtarzać w zeznaniach świadków Jego życia?

Inteligencja, pracowitość, skromność, intuicja w ocenie spraw religijnych, ludzkich i społecznych - takimi przymiotami, w ocenie przyjaciół i współpracowników, obdarzony był kardynał Franciszek Macharski. Dla wiernych był jednak przede wszystkim wspaniałym duszpasterzem. Godnym następcą wielkich poprzedników - kardynałów Dunajewskiego, Sapiehy, Wojtyły. W czasie pełnienia funkcji metropolity kard. Macharski poświęcił i konsekrował kilkadziesiąt kościołów i kaplic. Założył ponad sto parafii. Jednocześnie, napominał proboszczów, by budując świątynie nie zapominali o ubogich, bo świątynia wcale nie musi być dziełem sztuki. Wybór ubogich był jego wyborem stylu życia. Sam bardzo skromnie żył. Zawsze czarna sutanna, zawsze najmniejszy z krzyży pektoralnych i skromny pierścień. Wszyscy, którzy znali kard. Macharskiego, potwierdzają, że nie obnosił się ze swoją godnością. W trakcie spotkań z wiernymi, np. w czasie wielkanocnego święcenia pokarmów czy corocznych wigilii na krakowskim Rynku Głównym bardzo długo rozmawiał z przybyłymi. Ściskał ręce i składał życzenia każdemu, kto się do niego dopchał. Wśród tych osób było wielu samotnych, ubogich, bezdomnych. W latach 1979 - 2005 - gdy był metropolitą krakowskim, na terenie archidiecezji powstały domy samotnej matki, rodzinne domy dziecka, zakłady opiekuńczo-lecznicze, poradnie psychologiczne i schroniska dla bezdomnych. W latach 80-tych wspierał internowanych, organizował msze za ojczyznę. Czynnie włączał się w pomoc poszkodowanym przez powodzie, ofiarom wojny w Rwandzie, uchodźcom z Czeczenii. Był też wytrawnym dyplomatą. A to wielka zaleta, bo biskup powinien być z jednej strony pasterzem, a z drugiej strony dyplomatą właśnie, żeby nie zrażać ludzi do siebie nierozsądną decyzją czy nierozważnym słowem.

Na początku, gdy zaczął pełnić posługę metropolity, na pewno nie było mu łatwo. Zajął przecież miejsce kard. Wojtyły, który miał inną osobowość. Spontaniczną, bardziej otwartą. Tymczasem kard. Macharski uchodził za osobę raczej zamkniętą i bardziej powściągliwą w okazywaniu uczuć.

Mimo to wierni wręcz uwielbiali go. Udało mu się zjednać krakowian i mieszkańców Małopolski m.in. dlatego, że często powoływał się na naukę i samą osobę Jana Pawła II. Dzięki temu wierni z archidiecezji czuli jeszcze bliższą więź z papieżem. Poza tym, dał się poznać, jako duchowny wrażliwy na sprawy społeczne, na cierpienie, poniżenie, chorobę i ludzką biedę. Sam przeszedł ciężką chorobę. Często bywał wśród ubogich i potrzebujących. Patronował rozmaitym akcjom charytatywnym. W jednym z wywiadów, a udzielał ich niezwykle rzadko, mówił: „Jeśli się nie klęknie przed człowiekiem tak jak przed Bogiem, to nic z tego nie będzie”. Wielokrotnie dawał dowód swojej skromności i pokory. Jak choćby to, że listy pasterskie do wiernych kończył zwykle słowami: „Wasz Franciszek”. Z każdym, kto go spotkał i rozpoznał, gdy szedł Plantami, Bracką czy Franciszkańską, porozmawiał i pobłogosławił.

Jakie relacje łączyły Księdza Profesora z kard. Macharskim?

Mój świętej pamięci tata często widywał się z Kardynałem i rozmawiali na różne tematy. Moja rodzina wiele zawdzięcza kard. Macharskiemu. Bardzo nam pomógł w czasie choroby taty. Moje pierwsze spotkania z ówczesnym metropolitą krakowskim miały miejsce w parafii w Prokocimiu, gdzie mieszkaliśmy. Ksiądz Kardynał często tam przyjeżdżał. Nie tylko, by odwiedzić zaprzyjaźnionego z Nim proboszcza, ks. Jana Bednara, ale również z tego powodu, że prokocimska parafia - pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego, była oczkiem w głowie Kardynała, który jak wiadomo, był czcicielem kultu Bożego Miłosierdzia. Później, gdy zostałem księdzem, nasze spotkania były częstsze. To kard. Macharski wysłał mnie na studia do Rzymu a potem namówił na kontynuację edukacji w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie, gdzie obecnie jestem wykładowcą. Pozytywnie recenzował moją posługę, jako rzecznika prasowego archidiecezji krakowskiej. A byłem nim przez 11 lat. Podczas mojej posługi rzecznika życzył sobie, bym robił dla niego „prasówki”, czyli przekazywał, o czym ważnym donoszą media danego dnia czy tygodnia.

Jakim przełożonym był kardynał Macharski? Czym imponował Księdzu oraz innym duchownym?

Był sprawiedliwy w swoich ocenach. I brał pod uwagę zdanie, opinię, innej osoby. Przychylając się do niej, jeśli była poparta sensownymi argumentami. A przy tym wszystkim był osobą „niesterowalną”. Mówiąc inaczej, wszystkie problemy diecezji, poszczególnych księży, wiernych, starał się dokładnie przemyśleć, pomodlić, nie ulegając jakiejkolwiek presji, z czyjejkolwiek strony…

Mówiąc o kardynale Macharskim stawia się Go obok innych, wielkich metropolitów Krakowa…

Też tak uważam. Znała go cała Polska. I nie tylko Polska. Stało się tak za sprawą wyboru Jana Pawła II, kardynała z Krakowa, na Stolicę Piotrową, bo to właśnie ksiądz Franciszek, nieznany wówczas szerzej rektor seminarium krakowskiego, zastąpił papieża „z dalekiego kraju” w krakowskim pałacu arcybiskupim. Kierując archidiecezją krakowską przez 27 lat godnie zastąpił swoich poprzedników - kardynałów Dunajewskiego, Sapiehę, Wojtyłę. Najlepszym dowodem jest m.in. to, że aż siedem razy odwiedził Go w Krakowie kard. Raztinger, późniejszy papież Benedykt XVI. Kardynał Franciszek był postacią rozpoznawalną w Watykanie. Z szacunkiem odnosili się do Niego watykańscy kardynałowie, pełniący tam znaczące funkcje. Mogło się wydawać, że kardynał Macharski naśladował kardynała Wojtyłę, ale to raczej kwestia podobnej formacji charakteru, ducha. Sam często podkreślał, że nikogo nie naśladuje.

2 sierpnia, minie dokładnie pięć lat od śmierci kard. Franciszka Macharskiego. Niemal w tym samym czasie ukaże się książka o Kardynale pod redakcją Księdza Profesora…

Książka ma charakter monografii pod wspólna redakcją: moją i Joanny Sobczyk-Pająk, mojej asystentki z katedry UPJPII. Nosi tytuł: „Kardynał Franciszek Macharski - kultura i media. W 5 rocznicę śmierci Metropolity Krakowskiego” wydanej przez wydawnictwo Arsarti. W książce zebraliśmy teksty różnych, znanych ludzi ze świata polityki, nauki, kultury, mediów a także duchownych, którzy wypowiadają się na temat kard. Macharskiego i jego dokonań. Udało mi się nawet zdobyć tekst jednego z profesorów z Uniwersytetu Fu Jen w Tajpej na Tajwanie. Kard. Franciszek Macharski - o czym mało, kto wie - był wielkim znawcą kultury chińskiej i pierwszym Polakiem, który został uhonorowany doktoratem honoris causa tajwańskiego uniwersytetu. W książce jest też tekst dr. hab. Filipa Musiała, szefa krakowskiego IPN-u, obrazujący działalność Kardynała Franciszka w czasie stanu wojennego. Są piękne teksty na temat pomocy, jakiej udzielał represjonowanym i ich rodzinom a nawet dotyczące Jego homiletyki. Kazania Księdza Kardynała nie były łatwe w odbiorze, ponieważ wymagały od słuchającego skupienia i naprawdę głębokiej wiary.

„Mąż stanu” - mówił Jan Paweł II o kardynale Franciszku Macharskim. „Pokorny” - kilka lat później dodał Benedykt XVI. 2 sierpnia minie pięć lat od śmierci kard. Macharskiego. Jego przyjaciele uważają, że czas rozpocząć przygotowania do procesu beatyfikacyjnego hierarchy. Ślą listy w tej sprawie do krakowskiej kurii. Nadzieję na szybkie rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego byłego metropolity krakowskiego mają także członkowie grupy „Kardynał Franciszek Macharski. Beatyfikacja”, którą na Facebooku założył Tomasz Kowacz, lekarz z Nowego Jorku. Członkowie grupy opisują pomyślne dla nich zdarzenia, które - jak uważają - wydarzyły się dzięki patronowi tej wirtualnej wspólnoty. Wśród tych osób jest wielu krakowian. Trudno się dziwić, bo kard. Macharski to jeden z hierarchów najbardziej związanych z miastem pod Wawelem. Przy różnych okazjach powtarzał: „Mój dom to Kraków”.

Ks. Robert Nęcek jest profesorem Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II, kierownikiem Katedry Edukacji Medialnej. W latach 2005-2016 był rzecznikiem prasowym Archidiecezji Krakowskiej. Konsultor Rady ds. Środków Społecznego Przekazu Konferencji Episkopatu Polski. Autor wielu książek, między innymi: „Edukacja medialna w nauczaniu społecznym papieża Franciszka”, „Komunikacja, media, przebaczenie. Wzajemne uwarunkowania”, a także wydanej w ub. roku książki pt: „Miłość, empatia i wirus z Wuhan”.

Grażyna Starzak

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

jt1001jt

W okolicznościach, kiedy obowiązuje zasada "o umarłym dobrze, albo wcale !", należało by milczeć "jak grób !". Lecz gdy pojawiają się w artykule nazwiska osób żyjących "o wątpliwej proweniencji", milczeć trudno. Na początek, można powiedzieć (tylko), że Córka pana Klicha urodziła się dzięki sprzyjającym zbiegom okoliczności metabolicznych, nie zaś dzięki "wstawiennictwu (nie daj Panie Boże) spodziewanego mentora w niebie", Małopolska Rzeczpospolita Proboszczów Policjantów(Milicjantów) w osobie "herszta" Roberta Nęcka wyraźnie nie miała za złe pobicia ks. Tadeusza Zaleskiego (po Matce: Isakowicz) przez SB(PRL), Sędzia Sądu Kapturowego (tej Rzeczpospolitej Proboszczów-Policjantów(Milicjantów), Krzysztof Abrahamowicz) jest "Mistrzem ceremonii" i procedur tej policyjnej Rz-plitej, trzeba powiedzieć (i śpiewać) "suplikacje", aby zachować Archidiecezję Krakowską w "jakimś, godnym istnieniu" !. Póki co, "poczekamy, zobaczymy !!!".

plus.echodnia.eu/radomskie

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.