Zamiast tablicy - strzelnica. Zamiast mundurka - mundur. Gdyby mieli walczyć o Polskę, nie zawahają się

Czytaj dalej
Fot. Radosław Koleśnik
Krzysztof Marczyk

Zamiast tablicy - strzelnica. Zamiast mundurka - mundur. Gdyby mieli walczyć o Polskę, nie zawahają się

Krzysztof Marczyk

Pokolenie ich ojców szło do wojska, bo musiało. A kto miał chody, ten starał się wymigać. Oni patrzą na służbę w armii inaczej. Patriotycznie i praktycznie zarazem.

Drawski poligon był niedawno polem walki w V Mistrzostwach Klas Mundurowych. Młode uczestniczki zaprosiliśmy do rozmowy o tym, co nimi kierowało przy wyborze szkoły o profilu wojskowym, a może i - w przyszłości - zawodowej ścieżki kariery w polskiej armii.

- Mój tata kiedyś chodził do wojska i stwierdziłam, że też bym chciała spróbować - mówi Anhelina z Liceum Ogólnokształcącego Mundurowego Spartakus w Gdańsku, uczennica I klasy Sił Specjalnych. - Swoją przygodę z mundurem dopiero zaczynam, ale mogę powiedzieć, że na razie jest bardzo fajnie. Szkołę bardzo polecam, dużo się dzieje. Jednak jeszcze nie wiem do końca, czy na pewno swoją przyszłość będę wiązać z wojskiem. To na razie plan B. Marzeniem jest jednak studiowanie architektury wnętrz - dodaje.

Czym jest patriotyzm dla Anheliny?

- Pochodzę z Ukrainy, ale w Polsce mieszkam już połowę swojego życia. Polska to mój drugi dom, w którym dobrze się czuję. I chcę tuż być - przyznaje licealistka. - Gdyby była potrzeba, to bym walczyła na froncie. To znaczy i za Ukrainę, i za Polskę, bo kocham oba państwa. Na Ukrainie mam dziadków, jesteśmy w stałym kontakcie i zapewniają, że są bezpieczni. Ale w sytuacji zagrożenia - i gdyby przyszedł taki rozkaz - nie wahałabym się chwycić za broń, by ich chronić - zapowiada.

- Do klasy mundurowej trafiłam, przeglądając oferty z różnych szkół - opowiada kadetka Hanna Grabowska z Zespołu Szkół w Kaliszu Pomorskim. - Zaciekawił mnie profil klasy. Jest dużo wyjazdów, dużo się dzieje. To coś dla mnie. Jestem w drugiej klasie, więc zostały jeszcze dwa lata. A potem? Planuję studia oficerskie, potem wstąpienie do armii. Mamy też możliwość, po ukończeniu 18. roku życia, przystąpienia do Wojsk Obrony Terytorialnej jako rezerwiści. Dalej się uczymy, chodzimy do szkoły, ale jest to połączone z wyjazdami na szkolenia. Nie jest tak, że cały czas siedzi się w jednostce. Do tego otrzymuje się żołd - wylicza, co jej się w Wojskach Obrony Terytorialnej najbardziej podoba.

W rodzinie Hanny nie ma tradycji wojskowych, choć wujkowie trochę historii z czasów służby powszechnej opowiadali. Ale to by było na tyle. Jej znajomi nie wiążą swojej przyszłości z mundurem, preferują cywilne profile i kierunki nauczania.

- Mnie akurat klasa wojskowa wydała się ciekawa. Przyszłam, zaryzykowałam, spodobało mi się. Gdyby miała wyróżnić jakieś elementy, które szczególnie przypadły mi do gustu, to kontakt z bronią, czyli szkolenia, strzelania, obsługa, oraz defilady - przyznaje.

Podobnie jak jej przedmówczyni, patriotyzm rozumie głównie w sensie militarnym, jako faktyczną obronę kraju przed wrogiem. Jednak zwraca też uwagę na inne kwestie.

- To wiara w nasz kraj, w to, że się nie damy nikomu, gdyby przyszło do konfrontacji. Jeżeli trzeba będzie, złapię za broń i pójdę walczyć. Ale postawa patriotyczna to także godne obchodzenie świąt narodowych. Moim zdaniem to bardzo ważne - podkreśla.

- Od wielu lat mam klasy mundurowe pod swoją opieką i uważam, że kierunek, który został wytyczony dla młodych ludzi, jest dobry - komentuje mjr rez. Andrzej Kowalewski. - Zarówno pod kątem szkolenia czy możliwości uzyskania pomocy od instytucji rządowych, idzie to we właściwym kierunku. Szkolenie z przysposobienia obronnego ostatnio wraca i ma sens. Będziemy mieli z tej młodzieży pożytek, to świadomi ludzie. Z optymizmem patrzę na ich przyszłość.

Nasz rozmówca dodaje, że po naborze do szkół widzi, jak duże jest zainteresowanie klasami mundurowymi. Spowodowane jest to m.in. trwającą od końcówki lutego tego roku inwazją Rosji na Ukrainę.

- Młodzi ludzie martwią się sytuacją na wschodzie. Słyszymy to w ich wypowiedziach czy podczas prowadzonych zajęć. Ale też myślą o swojej przyszłości. To, co będzie się działo z absolwentami takich klas, będzie odzwierciedlało ich obywatelską postawę w kraju - uważa Andrzej Kowalewski.

Jego zdaniem nakłady ponoszone na żołnierzy, możliwość szkoleń na terenach jednostek wojskowych i na poligonach skutkują tym, że młodzi ludzie przychylniej patrzą na zawód żołnierza. Na to, że mogą dzięki temu uzyskać stabilizację życiową. Redefinicji uległo samo postrzeganie patriotyzmu, właśnie przez zagrożenie, które powstało za naszą wschodnią granicą.

- To, co ci młodzi ludzie teraz robią - trenują, strzelają, uczą się udzielać pierwszej pomocy - wzmaga w nich poczucie, że ich nauka ma sens. Że będą w stanie obronić siebie, swoje rodziny, swój dom. Patriotyzm to przede wszystkim rodzina, podstawowa komórka społeczna, a dalej - okolica, w której żyjemy - podsumowuje major Kowalewski.

Krzysztof Marczyk

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

kaktusnad?oni

Ja byłem w wojsku bo musiałem. Mój syn nie był bo nie musiał (córka też). Gdyby moje wnuczki chciały uczęszczać do takiej szkoły - z karabinem w łapie - oczywiście bym nie zabronił. ALE BYŁABY TO MOJA WIELKA PORAŻKA.

Uważam że suwerenności nie powiększymy gdy będziemy zbroić się na potęgę, wykonywać nawet najgłupsze polecenia Amerykanów i kleru katolickiego.

Dla Polski jedyna droga jest do suwerenności w ramach Unii Europejskiej. Nawet w Federacji SZE. Innej nie ma; bo albo będziemy pod butem amerykańskim, albo pod rosyjskim co na to samo wychodzi.

Suwerenności nie wywalczy się pompując pieniądze w amerykański przemysł zbrojeniowy i kler, kosztem ubogiej służby zdrowia, edukacji i kultury.

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.