Wspomnienie Pawła Adamowicza

Jego wielkie serce nadal bije dla tysięcy małych serc! Pierwszy aparat echokardiograficzny dla oddziału im. WOŚP kupił Paweł Adamowicz

Czytaj dalej
Fot. Przemyslaw Swiderski
Dorota Abramowicz

Jego wielkie serce nadal bije dla tysięcy małych serc! Pierwszy aparat echokardiograficzny dla oddziału im. WOŚP kupił Paweł Adamowicz

Dorota Abramowicz

Przed głównym wejściem do szpitala św. Wojciecha na gdańskiej Zaspie wiszą opuszczone do połowy flagi z czarnym kirem. Na szóstym piętrze, na Oddziale Kardiochirurgii Dziecięcej noszącej - jako jedyna w Polsce - imię Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy aż roi się od sprzętu medycznego oklejonego serduszkami

W ostatni wtorek rano prof. Ireneusz Haponiuk, kierownik Oddziału Kardiochirurgii Dziecięcej im. WOŚP w Szpitalu św. Wojciecha na Zaspie zadzwonił do radiowej Trójki. Z odruchu serca, by opowiedzieć nie tylko o żalu z powodu śmierci Pawła Adamowicza, ale także o tym, co dobrego, mimo wielkiej tragedii, zostało po prezydencie w Gdańsku.

Przed głównym wejściem do szpitala św. Wojciecha na gdańskiej Zaspie wiszą opuszczone do połowy flagi z czarnym kirem. Na szóstym piętrze, na Oddziale Kardiochirurgii Dziecięcej noszącej - jako jedyna w Polsce - imię Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy aż roi się od sprzętu medycznego oklejonego serduszkami.

Tylko na jednym aparacie echokardiograficznym nie ma czerwonego serduszka orkiestry. To o tym aparacie ordynator oddziału prof. Ireneusz Haponiuk opowiadał dzień po śmierci prezydenta Gdańska na antenie radiowej.

Powiedział krótko: Pierwszy aparat echokardiograficzny w jedynym w Polsce oddziale kardiochirurgii im. Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy został zakupiony przez pana prezydenta Pawła Adamowicza 12 lat temu. Wtedy, gdy oddział ten powstał. I gdyby nie wsparcie pana prezydenta, nie mogliby przy współudziale tego aparatu przeprowadzić 3 tys. operacji. Nic więcej.

A potem rozdzwoniły się telefony innych słuchaczy, którzy także mówili, co miastu, ludziom, w tym nie tylko jego mieszkańcom, dał Paweł Adamowicz.

Choć przez dwanaście lat przybyło nowoczesnego, profesjonalnego sprzętu, aparat do echokardiografii nadal stoi na oddziale intensywnej opieki pooperacyjnej noworodków. Trzeba mu było tylko jakiś czas temu wymienić wytarte od uderzeń palców klawisze, poza tym bez awarii służy dzieciom.

Dr Mariusz Steffens, anestezjolog, porównuje aparat do starego, dobrego mercedesa. Takiego, który w przeciwieństwie od nowych modeli psujących się po roku, jeździ po drogach, nie sprawiając kłopotów swoim właścicielom.

- Niestety, aparat do badania serca przeżył swojego darczyńcę - mówi ze smutkiem w głosie prof. Haponiuk.

Cena robiła wrażenie

W gabinecie prof. Haponiuka na ścianie wiszą monitory pokazujące parametry sercowe dwóch noworodków. Dzieci - dziewczynka i chłopiec - zaraz po narodzeniu przyleciały do Gdańska ze Szczecina i z Bydgoszczy. Tu czeka je zabieg ratujący życie. Gdańsk jest jednym z dziewięciu ośrodków w kraju, gdzie przeprowadzane są tego typu operacje.

Statystyki są nieubłagane - co roku w Polsce rodzi się ok. czterech tysięcy dzieci z wadami serca. Jeden procent wszystkich noworodków.

Jeszcze w latach 90. XX wieku dzieci z Pomorza leczone były w Łodzi lub za granicą. Dziś jest odwrotnie - to do Gdańska, czwartego w skali Polski ośrodka kardiochirurgii dziecięcej, trafiają mali pacjenci z województwa zachodniopomorskiego, kujawsko-pomorskiego, warmińsko-mazurskiego i podlaskiego. Rocznie oddział przyjmuje ok. 800 dzieci, głównie noworodków, stanowiących 80 proc. pacjentów, ale także i młodzież do osiemnastego roku życia, przeprowadza ponad 200 operacji.

Wszystko zaczęło się w 2007 r., gdy słynny kardiochirurg prof. Zbigniew Religa, nauczyciel Ireneusza Haponiuka, jako minister zdrowia, zgodził się na powstanie kardiochirurgii dziecięcej w Gdańsku. Zgoda oznaczała zielone światło, ale zanim ministerstwo przydzieliło fundusze (budżet na tamten rok nie przewidywał dodatkowych wydatków), lekarze musieli na własną rękę szukać pieniędzy i sprzętu.

- Pawła Adamowicza poznałem w momencie, gdy zacząłem organizować pierwszy w Gdańsku oddział kardiochirurgii dziecięcej - wspomina prof. Haponiuk.
- Pomimo wielkiej tradycji operacji serca u dzieci w Gdańsku, trzeba było wszystko organizować od początku. Byłem wtedy na etapie poszukiwania wsparcia udzielanego w każdy możliwy sposób. I choć szpital, w którym miał powstać tenże oddział, podległy był i jest do tej pory samorządowi województwa, postanowiłem zwrócić się także do władz miasta. Zresztą wszyscy ludzie dobrej woli udzielali nam wówczas tej pomocy.

Został zaproszony do gabinetu prezydenta Gdańska. Nie było to długie spotkanie. Rozmowa rzeczowa, spokojna.
- Zaskoczyła mnie wręcz ilość informacji, jakie pan prezydent miał na mój temat - mówi kardiochirurg. - Znał problem, był świetnie zorientowany w sprawie. Zapytał o najbardziej palące potrzeby. I wtedy odruchowo, bez żadnej nadziei rzuciłem, że tak naprawdę potrzebujemy profesjonalnego aparatu do echokardiografii. Nawet nie pamiętam, czy padło pytanie o cenę. A cena - pół miliona złotych - musiała robić wrażenie. Potrzebowaliśmy aparatu, który był uniwersalny. Do stosowania zarówno w poradni, na oddziale kardiochirurgicznym, oddziale pooperacyjnym, ale także podczas zabiegów. Z zazdrością patrzyliśmy głównie na zagraniczne zespoły, które takim sprzętem dysponowały.

Podczas spotkania nie padła jasna deklaracja. Jednak niedługo później zadzwonił telefon z sekretariatu prezydenta Adamowicza, że podjął on decyzję o przeznaczeniu środków na zakup tego konkretnego sprzętu. W ciągu miesiąca aparat był na oddziale.

- Dzięki temu aparatowi przeprowadziliśmy 3 tys. operacji serca i kilkanaście tysięcy badań u dzieci z całej Polski - podkreśla prof. Ireneusz Haponiuk. - To, że szybko podjął decyzję o kupnie tego sprzętu, świadczy o wielkim sercu pana prezydenta.

Żywy pomnik

Wtedy też splotły się, zapewne nie pierwszy raz, działania prezydenta Gdańska i Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, która zgodziła się zagrać na rzecz gdańskiej kardiochirurgii dziecięcej. Do oddziału trafiło wówczas m.in. płucoserce.

Choć profesor Haponiuk - gdańszczanin - urodził się w tym samym szpitalu, obecnie przy Długich Ogrodach, w którym na świat przyszedł Jurek Owsiak, to we wcześniejszych rozmowach z dziennikarzami podkreślał, że nie było tu żadnego załatwiania po znajomości. Pełen profesjonalizm i szybka reakcja głównego dyrygenta Orkiestry na potrzeby dzieci.

Większość sprzętu, używanego na oddziale, który po ośmiu latach przeprowadzek znalazł wreszcie docelowe miejsce w szpitalu na gdańskiej Zaspie, została zakupiona z datków wpłacanych na WOŚP. A personel oddziału jednogłośnie podjął decyzję, by jako żywemu pomnikowi świadczącemu o szlachetności ludzkich serc nadać imię Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Każdego roku lekarze i pielęgniarki z kardiochirurgii koncertowali wraz z Orkiestrą. Koncertował również prezydent Gdańska, chodząc po ulicach miasta z oblepioną serduszkami puszką.

Od ludzi z jego otoczenia słyszałem, że każda dobra informacja od nas była przez pana prezydenta przyjmowana z radością. Cieszył się, że tutaj, w naszym wolnym, solidarnym Gdańsku dzieją się dobre rzeczy - dodaje prof. Haponiuk.

W ostatnią niedzielę, wieczorem prof. Haponiuk widział Pawła Adamowicza po raz ostatni.

- Na krótko przed tym, zanim uderzono nożem pana prezydenta stałem, wraz z rodziną, pod sceną - wspomina. - Potem dzieci zmarzły, odeszliśmy. Nie widziałem samego momentu ataku, ale nagle zrobił się ruch, potem przyjechały karetki. Choć jestem lekarzem, starałem się odepchnąć od siebie jak najdalej te najgorsze myśli.

Wielki smutek

Pani Arleta, mama półrocznej Zuzi, o zamordowaniu prezydenta dowiedziała się w szpitalu. O tragedii usłyszała w telewizji.

Zuzia urodziła się z Zespołem Falolta, wadą serca wymagającą interwencji chirurgicznej. Jest już po operacji. Jeszcze kilka dni, a będzie mogła wrócić do domu.

- Ciągle zastanawiam się, jak coś takiego mogło się przydarzyć - mówi pani Arleta. - I to wszystko w czasie zbiórki Orkiestry, która nie raz ratowała takie dzieci, jak moja córeczka. To jest podwójna niesprawiedliwość.

Pielęgniarka oddziałowa, Iwona Ziółkowska, opowiada o poczuciu ogromnej straty. Wraz z mężem uczestniczyła w poniedziałkowym pożegnaniu prezydenta na ul. Długiej, kiedy podczas marszu kilkunastu tysięcy ludzi panowała niezwykła, wstrząsająca cisza. Wszystkim płynęły łzy po policzkach podczas wzruszającego wykonania utworu „The Sound of Silence”.

Zawiesiła na domu flagę z kirem. - Zginął mój jeden, jedyny prezydent - mówi. - Człowiek z klasą, charyzmą, który nie dał się sprowokować.

Dr Anna Romanowicz-Sołtyszewska, pediatra i kardiolog dziecięcy, przez chwilę nie odpowiada na pytanie o Pawła Adamowicza. - Nie wiem, czy mogę mówić, bo chyba się popłaczę - rzuca krótko. - Jestem gdańszczanką od 20 lat i zawsze głosowałam na Pawła Adamowicza. Widziałam go w ostatni wtorek przed zbiórką Orkiestry, gdy jako lekarz z naszego oddziału uczestniczyłam w konferencji prasowej. Siedzieliśmy obok siebie. Nie jestem przyzwyczajona, trochę się bałam takich wystąpień, ale atmosfera, jaką wprowadził prezydent, była tak otwarta, że obawy znikły.

Rozmawiamy też o zapowiedzianej rezygnacji Jerzego Owsiaka z kierowania WOŚP. - Bardzo źle, że podjął taką decyzję - mówi dr Romanowicz-Sołtyszewska. - Z drugiej strony można zrozumieć jego frustrację, widać było, jak go w ostatnim czasie gnębiono. To był klasyczny mobbing.

Moi rozmówcy przypominają, że ataki na Owsiaka zaczęły się od krytyki nadinterpretowanego hasła „Róbta co chceta”. Twierdzono, że jest ono pozwoleniem na dewiacje, narkomanię, zło. - A przecież wystarczyło przeczytać filozofa Kościoła, św. Augustyna, który napisał „Kochaj i rób, co chcesz” - mówi dr Steffens.

- Nie wiem, co się jeszcze musi stać, by ludzie zrozumieli, że tak nie możemy ze sobą rozmawiać - dodaje pielęgniarka Agnieszka Mika. - Ciągle liczymy, że prośby, płynące do Jurka z całej Polski sprawią, że wróci.

Z apelem do Jerzego Owsiaka o dalsze kierowanie Orkiestrą zwróciła się także Magdalena Adamowicz, żona zamordowanego prezydenta Gdańska. Rodzina prezydenta poprosiła także, by w dniu pogrzebu, zamiast kwiatów, wpłacano datki na Hospicjum ks. Dutkiewicza w Gdańsku i Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.

I tak znów łączy się pamięć o prezydencie Gdańska z pomocą dla tysięcy małych serc.

Dorota Abramowicz

plus.echodnia.eu/podkarpackie

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.