Adam Jakuć

Jarosław Zieliński: Nie zabiegam o powrót do rządu

Poseł Jarosław Zieliński Fot. Archiwum prywatne Poseł Jarosław Zieliński
Adam Jakuć

Aby wygrać następne wybory, Zjednoczona Prawica musi utrzymać do końca kadencji stabilną większość parlamentarną, która pozwoli na podejmowanie potrzebnych i odważnych decyzji, ale musi być ona naprawdę zjednoczona i solidarna. Cena, jaką musieliśmy jako obóz polityczny ostatnio płacić za utrzymanie tej większości jest wysoka - ocenia podlaski poseł Jarosław Zieliński, członek Komitetu Politycznego Prawa i Sprawiedliwości.

Polski Ład miał dać wiatr w żagle dla gospodarki, ale i dla rządu. Tymczasem jest spore zamieszanie ze zmniejszonymi wynagrodzeniami w budżetówce. Kto za to odpowiada? Jak szybko problem zostanie wyjaśniony?

Polski Ład to wielki projekt, nie na jeden rok, ale na całą dekadę. Obejmuje on różne aspekty gospodarcze, społeczne, finansowo-podatkowe i rozwojowe. Tylko w pierwszej edycji na inwestycje strategiczne realizowane przez samorządy rząd przyznał ogromną i niespotykaną dotąd kwotę prawie 24 mld zł. Województwo podlaskie otrzymało z tej sumy historycznie największą dotację w wysokości 1 mld 200 mln zł. Obecnie trwa drugi nabór wniosków na kwotę 20 mld zł w skali kraju. W niedługim czasie wszyscy będziemy korzystać z efektów tych inwestycji, które podniosą jakość codziennego życia mieszkańców, zwłaszcza naszego regionu, przez dziesiątki lat niesprawiedliwie traktowanego przy podziale środków z budżetu centralnego.
Jeśli chodzi o zmianę systemu podatkowego, to według założeń miał być on korzystny lub neutralny dla zdecydowanej większości podatników, w tym dla osób pobierające świadczenia emerytalne i mniej zarabiających. Jeżeli chodzi o zamieszanie, które powstało po wypłacanych z „góry” wynagrodzeniach w oświacie i służbach mundurowych, mamy natychmiastową reakcję rządu i deklarację korekty przepisów, które pozwolą na szybkie wyrównanie niesłusznie pomniejszonych pensji. Przyczyny tego zamieszania powinny być dokładnie wyjaśnione. Ufam, że zaistniałe niedogodności zostaną szybko naprawione, straty zrekompensowane, a osoby odpowiedzialne poniosą konsekwencje.

1 stycznia weszła w życie ustawa o ochotniczych strażach pożarnych, która sprowadza m.in. świadczenie ratownicze jako dodatek do emerytury strażaków OSP, którzy przez co najmniej 25 lat (mężczyźni) i 20 lat (kobiety) brali czynny udział w akcjach ratowniczo-gaśniczych. Czy nie będzie problemów z jej interpretacją?

Przede wszystkim trzeba podkreślić, że wreszcie udało się zrealizować wieloletnie oczekiwanie strażaków ochotników dotyczące dodatku do emerytury za ich udział w działaniach ratowniczo-gaśniczych.

Wiele opcji politycznych to obiecywało, ale żadna z nich, kiedy była u władzy, łącznie z PSL-em, który najgłośniej o tym mówił, tego nie spełniła. Uczyniliśmy to dopiero my jako Prawo i Sprawiedliwość. To się druhom strażakom należy za ich zaangażowanie i ofiarność w niesieniu pomocy innym oraz ratowaniu życia i zdrowia ludzi, mienia i środowiska, zgodnie z ich piękną i szlachetną dewizą „Bogu na chwałę, ludziom na pożytek”.

Świadczenie ratownicze w wysokości 200 zł miesięcznie, corocznie waloryzowanej, będzie przysługiwało jako dodatek do emerytury strażakowi ratownikowi OSP, który czynnie uczestniczył przez co najmniej 25 lat w działaniach lub akcjach ratowniczych (w przypadku kobiet 20 lat) i osiągnął 65 lat życia (w przypadku kobiet 60 lat). Będzie on wypłacany z budżetu państwa na podstawie decyzji Komendanta Powiatowego (Miejskiego) PSP podejmowanej w oparciu o potwierdzenie wydane przez wójta gminy (burmistrza, prezydenta miasta) lub dokumentacji prowadzonej przez PSP. Dodajmy, że przez „czynne uczestnictwo” zgodnie z ustawą należy rozumieć bezpośredni udział co najmniej raz w roku w działaniach ratowniczych, co w przypadku aktywnego strażaka łatwo można udowodnić. Z interpretacją ustawy nie powinno być więc problemów, zresztą szczegóły zostaną uregulowane w rozporządzeniu Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji.

Druga wasza kadencja wygląda jak tor przeszkód. Pandemia, podwyżki cen energii i gazu, a teraz inflacja. Widzi pan wyjście z tego labiryntu?

Rzeczywiście sporo problemów spiętrzyło się w jednym czasie. Problemy te dotyczą nie tylko Polski, ale także innych krajów i wystąpiłyby one niezależnie od tego, kto byłby przy władzy. Część z nich ma swoje źródła międzynarodowe, jak choćby wzrost cen energii i gazu, na który wpływ ma polityka klimatyczna Unii Europejskiej związana z opatami za emisję CO2 oraz spekulacje cenowe gazu wywołane przez rosyjski Gazprom. Z obiektywnych ocen dokonywanych przez zewnętrzne instytucje wynika, że na tle innych krajów europejskich Polska nie najgorzej radzi sobie z tymi sytuacjami kryzysowymi, a warto dodać, że musimy walczyć dodatkowo z jeszcze jednym zagrożeniem – zagrożeniem bezpieczeństwa ze wschodu na granicy polsko-białoruskiej. Rząd podejmuje wszelkie możliwe działania, żeby z tych wszystkich stanów kryzysowych wyjść jak najszybciej i z jak najmniejszymi stratami. Kolejne i skuteczne tarcze antykryzysowe związane z pandemią koronawirusa, które wsparły przedsiębiorców i pomogły ochronić miejsca pracy, obniżka akcyzy i podatku VAT na paliwo, energię, gaz i ogrzewanie, tarcza antyinflacyjna, potężne środki na samorządowe inwestycje strategiczne w ramach Polskiego Ładu – to tylko niektóre działania rządu Prawa i Sprawiedliwości w tej obiektywnie trudnej dla wszystkich sytuacji. Potrzebna jest jednak odpowiedzialna postawa wszystkich obywateli, także opozycji, choćby w zakresie walki z epidemią czy reprezentowania polskiej racji stanu w kontaktach zewnętrznych, np. wobec Unii Europejskiej. Jestem przekonany, że gdyby nie było, zresztą całkowicie bezpodstawnych, donosów na własny kraj ze strony opozycji, nie mielibyśmy dzisiaj problemów z uzyskaniem należnych Polsce środków unijnych w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Sądzę, że jednak mimo wszystko uda się nam przezwyciężyć stany kryzysowe i wejść na drogę szybkiego rozwoju, który będzie skutkował wzrostem jakości życia Polaków.

Jest pan członkiem Komitetu Politycznego PiS. Czy Zjednoczona Prawica ma szansę na trzecie zwycięstwo w zbliżających się wyborach?

Szansa ta wciąż istnieje, potwierdzają ją również sondaże. Zależy to jednak od wielu czynników, ale wymaga od nas wszystkich ciężkiej pracy, pokory i odpowiedzialności. Odnosi się to nie tylko, choć w pierwszej kolejności, do przedstawicieli rządu i większości parlamentarnej oraz ugrupowań ją tworzących, lecz do wszystkich osób utożsamiających się i kojarzonych z Prawem i Sprawiedliwością oraz Zjednoczoną Prawicą – w instytucjach państwowych, samorządach, w strukturach partii. Aby wygrać następne wybory, Zjednoczona Prawica musi utrzymać do końca kadencji stabilną większość parlamentarną, która pozwoli na podejmowanie potrzebnych i odważnych decyzji, ale musi być ona naprawdę zjednoczona i solidarna. Cena, jaką musieliśmy jako obóz polityczny ostatnio płacić za utrzymanie tej większości jest wysoka. W konsekwencji powinni ją zapłacić ci, którzy w imię partykularnych interesów i własnych karier, rozbijali siłę i jedność Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość oraz struktur partii w terenie. Niestety z takimi przypadkami mieliśmy do czynienia również w naszym województwie.
Coraz głośniej mówi się o zmianach w rządzie.

Czy zamierza pan wrócić do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, czy może już jest pan zniechęcony atakami medialnymi?

Skład rządu kształtuje premier w porozumieniu z zapleczem politycznym, czyli władzami Prawa i Sprawiedliwości, które wygrało wybory. Ja o powrót do rządu nie zabiegam. Pełniłem po pierwszym zwycięstwie Prawa i Sprawiedliwości w 2005 roku funkcję wiceministra edukacji i nauki, a następnie wiceministra spraw wewnętrznych i administracji, którą sprawowałem również przez całą kadencję w latach 2015-2019. Mam wielką satysfakcję z tego, co udało się w tym czasie zrobić dla bezpieczeństwa w Polsce i służb za to bezpieczeństwo odpowiedzialnych. Atakami medialnymi, których doświadczałem nie jestem zniechęcony, bo wiem przez kogo i za co byłem atakowany. Czas pokazał, że to ja miałem rację, a nie ci, którzy usiłowali mnie zdyskredytować, używając przy tym często karygodnych metod. Trzeba pamiętać, że nie atakuje się słabych albo tych, którzy nic nie robią.

Jako wiceminister spraw wewnętrznych i administracji stawiał Pan na odbudowę i wzmocnienie służb mundurowych. Czy udało się osiągnąć ten cel?

Zdecydowanie tak. Przede wszystkim dzięki ustawie o modernizacji służb mundurowych na lata 2017-2020, ale także dzięki konsekwentnej realizacji programu Prawa i Sprawiedliwości w zakresie bezpieczeństwa wewnętrznego, którego w tej części byłem autorem. Dzięki ustawie modernizacyjnej, której przygotowanie i realizację nadzorowałem zbudowaliśmy nowe obiekty infrastruktury służb mundurowych – komendy, komisariaty, posterunki, jednostki ratowniczo-gaśnicze, strażnice, placówki Straży Granicznej, wieże obserwacyjne, zaplecza logistyczne, dokonaliśmy zakupu uzbrojenia, środków łączności, wymieniliśmy na nowy jedną trzecią sprzętu transportowego w Policji, Państwowej Straży Pożarnej i Straży Granicznej, w sposób znaczący podnieśliśmy uposażenia funkcjonariuszy i wynagrodzenia pracowników tych służb. Zakupiliśmy także dla jednostek OSP w całej Polsce kilka tysięcy samochodów ratowniczo-gaśniczych. Odtworzyliśmy znaczną część posterunków Policji w mniejszych miejscowościach, masowo polikwidowanych za rządów PO-PSL. Tylko w województwie podlaskim reaktywowaliśmy 16 posterunków (w Piątnicy, Szepietowie, Michałowie, Bakałarzewie, Czyżewie, Czarnej Białostockiej, Szumowie, Knyszynie, Wiźnie, Mielniku, Tykocinie, Zaściankach, Raczkach, Słobódce, Grodzisku i Sztabinie), dla wielu posterunków budując nowe obiekty.

Służby MSWiA w okresie, kiedy je nadzorowałem, zostały zdecydowanie wzmocnione. Wszystkie wielkie imprezy krajowe i międzynarodowe, jakie odbywały się w Polsce w latach 2015-2019 były bezpieczne, poczynając od światowych Dni Młodzieży i Marszu Niepodległości. Polacy mieli wysokie poczucie bezpieczeństwa, a Policja realizując moje hasło: „Policja blisko ludzi i dla ludzi” cieszyła się najwyższym w całej historii 75-procentowym zaufaniem społecznym. Jest się z czego cieszyć.

Temat jakości służb stał się aktualny ze względu na sytuację na granicy polsko-białoruskiej. Czy możemy już czuć się bezpiecznie? Czy służby będą przygotowane na kolejne zagrożenia?

Trudno sobie wyobrazić, co by dzisiaj było, gdyby po 2015 roku dalej rządziła koalicja PO-PSL. W latach 2008-2015 zlikwidowano ponad połowę posterunków Policji w całej Polsce (ponad 400), zlikwidowano cały Karpacki Oddział Straży Granicznej, był zamiar likwidacji placówek Straży Granicznej w Krynkach, Sejnach i Rutce Tartak, z wyposażenia tej formacji wycofano broń długą. Jak byśmy w takich warunkach mogli bronić bezpieczeństwa polskiej granicy z Białorusią i integralności terytorium naszego państwa i Unii Europejskiej. W pierwszej kadencji rządu PiS i mojej pracy w MSWiA odwróciliśmy trend likwidacyjny w służbach mundurowych. Zbudowaliśmy nowe obiekty placówek Straży Granicznej w Krynkach i Nowym Dworze, odtworzyliśmy Karpacki Oddział Straży Granicznej, zbudowaliśmy nowe wieże obserwacyjne przy wschodniej granicy Polski, zakupiliśmy nowe uzbrojenie, specjalistyczny sprzęt i nowoczesne samochody dla Straży Granicznej. Dzięki temu, a także wzmocnieniu kadrowemu, formacja ta dobrze sobie radzi w ochronie granicy polsko-białoruskiej. Ogromne znaczenie ma wsparcie ze strony Policji i innych służb, a przede wszystkim wojska, które dzięki polityce rządu Prawa i Sprawiedliwości i decyzjom ministrów Antoniego Macierewicza i Mariusza Błaszczaka zostało wzmocnione i unowocześnione. Został utworzony piąty rodzaj Sił Zbrojnych - Wojska Obrony Terytorialnej, powołano nowe struktury i jednostki wojskowe - m.in. 18 Dywizję Zmechanizowaną w Siedlcach, zwiększona została liczebność naszej armii. Dzięki temu wszystkiemu jesteśmy bezpieczni, a granica z Białorusią została obroniona.

Razem z Prezesem Związku Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej Księdzem Prałatem Stanisławem Wysockim jest Pan zaangażowany w upamiętnienie ofiar tej zbrodni. Dlaczego podczas obchodów ostatniej rocznicy odbyły się podwójne uroczystości?

Od kilku lat mamy ustawowy Dzień Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej, który przypada 12 lipca każdego roku. Został on ustanowiony z mojej inicjatywy popartej przez Klub Parlamentarny Prawo i Sprawiedliwość, a następnie przez większość sejmową.
Miało to ogromne znaczenie dla ogólnopolskiej wiedzy i pamięci o tej zbrodni ludobójstwa. Data 12 lipca nie jest przypadkowa, ustalili ją historycy. Stanowiła ona początek wielkiej akcji pacyfikacyjnej wymierzonej przez sowieckie i komunistyczne siły milicyjno-wojskowe i polityczne PRL w polskie poakowskie podziemie niepodległościowe. Wcześniej tradycyjnie uroczystości rocznicowe organizowane były w trzecią niedzielę lipca. W 2021 roku Związek Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej podjął uchwałę o dostosowaniu daty obchodów rocznicowych do określonego ustawą Dnia Pamięci. Nie po to przecież rodziny ofiar zabiegały o ten ważny akt polskiego Parlamentu, żeby teraz tę datę ignorować. Dlaczego Wójt Gminy Giby zorganizował osobne uroczystości? Trzeba o to jego zapytać, dlaczego tak postąpił i czyja była w tym inspiracja. Wójt Gminy Giby był zapraszany do udziału w Komitecie Organizacyjnym obchodów, któremu przewodniczyłem, ale wolał zorganizować własne uroczystości. Trzeba pamiętać, że zbrodnia Obławy Augustowskiej nie dotyczy tylko jednej gminy Giby, lecz czterech powiatów: augustowskiego, suwalskiego, sejneńskiego i sokólskiego, a także terenów pozostających dzisiaj poza wschodnimi granicami Polski. Rocznicowe obchody powinny więc mieć charakter znacznie szerszy, państwowy, a nie gminny. I taki wymiar im my od paru lat nadajemy. Ale niestety, tak jak wciąż trwa bitwa o prawdę i pamięć o Obławie, których przeciwnikami są resortowe dzieci PRL-u, tak ostatnio pojawiły się próby zawłaszczenia tej pamięci przez tych, którzy w sposób instrumentalny chcą ją wykorzystać do własnych celów wizerunkowych i wyborczych. Mamy z tym do czynienia w Gibach, a ostatnio także w Augustowie.

Po co władze Augustowa chcą budować nowy pomnik ofiar Obławy? Przecież taki pomnik w Augustowie już jest…

W Augustowie, podobnie jak w Suwałkach i Sokółce, udało się nam zbudować bardzo wymowne pomniki poświęcone ofiarom Obławy Augustowskiej. Usytuowane są na rondach krzyżujących się dróg, dzięki czemu codziennie widzi je wiele przejeżdżających tamtędy osób.

Wielkim osiągnięciem w walce o pamięć o Obławie Augustowskiej było odkupienie w 2021 roku przez państwo polskie od prywatnego przedsiębiorcy tzw. Domu Turka w Augustowie, miejsca kaźni UB wobec bohaterów podziemia niepodległościowego i powołanie na bazie tego obiektu Muzeum Obławy Augustowskiej prowadzonej przez Instytut Solidarności i Męstwa im. Witolda Pileckiego, podległy Ministrowi Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Burmistrz Augustowa, delikatnie rzecz ujmując, nie ułatwiał tego przedsięwzięcia. A gdy ono zostało zrealizowane, usiłował przypisać sobie zasługi. Wynika to według mnie z tego, iż dobrze wie, że patriotyczni i ciężko doświadczeni przez historię mieszkańcy Augustowa w zbliżających się wyborach będą brali pod uwagę stosunek kandydatów do pamięci o Obławie Augustowskiej. Wymyślono więc nowy pomnik, poszukując na siłę dla niego miejsca. Jeżeli już, to takim miejscem jest dziedziniec Muzeum Obławy Augustowskiej. Problem w tym, że nie zarządza nim Burmistrz, lecz Instytut Pileckiego.

Wkrótce sprawdzimy szczerość intencji burmistrza Augustowa i związanych z nim radnych na podstawie tego, czy zechcą wesprzeć finansowo miejsce pamięci - może pomnik i tablicę memorialną - przy Muzeum Obławy Augustowskiej. Okaże się wtedy, czy próba przejęcia i zawłaszczenia pamięci o Obławie Augustowskiej wytrzyma konfrontację z prawdziwym patriotyzmem.

Adam Jakuć

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.echodnia.eu/podkarpackie

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.