Babki chustami zadają szyku na oddziałach onkologicznych

Czytaj dalej
Fot. ARKADIUSZ WOJTASIEWICZ
Dorota Witt

Babki chustami zadają szyku na oddziałach onkologicznych

Dorota Witt

Znasz kogoś, kto ma raka? Każdy zna! Ta choroba ciągle przykuwa uwagę. Wystarczył krótki wpis w sieci, by w ciągu jednego dnia zgłosiło się 50 osób gotowych, by szyć chusty. Dziś jest ich ponad 200 w całym kraju. O tym, jak pomóc, mówią Ewa Jakielska i Magdalena Tauer-Horabik z Fundacji AntyRak.

Jak długo działacie?

Ewa Jakielska: Fundacja AntyRak wystartowała dokładnie 21 sierpnia. W kalendarzu to Dzień Optymisty. To dla nas jasny znak: że warto pomagać, że to ma sens, że pozytywne podejście do problemu to połowa sukcesu. Pomysł wyszedł od naszej wspólnej przyjaciółki, Ewy Kajko. Chorowała na nowotwór. Jeszcze w szpitalu postanowiła, że gdy wyzdrowieje, założy fundację, żeby dawać wsparcie innym chorym. To była także jej odpowiedź na pomoc, jaką sama dostała podczas leczenia. W zbiórkach, licytacjach, koncertach brało udział bardzo wiele osób. Na początku stycznia zeszłego roku zgłosiła się do mnie uczennica z II LO w Bydgoszczy. Był wieczór, 22.00, pamiętam, bo akurat wróciłam ze spaceru z psem. Napisała, że nie zna Ewy, ale zna jej historię od koleżanki, która przyjaźni się z córką Ewy. Takim łańcuszkiem przyszło dużo dobra: uczniowie tej szkoły w kilka dni zorganizowali koncert charytatywny. Wydawało się to niewykonalne, a jednak. Kiedy Ewa była zdrowa, angażowała się społecznie, więc może w jakimś sensie praca wykonana na rzecz innych wróciła do niej, gdy sama potrzebowała pomocy. To ona wybrała nazwę dla fundacji. Zmarła w czerwcu. To był dla nas szok, choć przecież wiedziałyśmy o jej chorobie. Byłam z Ewą bardzo blisko, kilkanaście lat przepracowałyśmy w jednej szkole. Po jej śmierci postanowiliśmy się nie poddawać i poprowadzić fundację jak gdyby w jej imieniu. Dla niej. Jest nas na stałe w sumie kilkanaście osób. Nadaje to jakiś sens temu, co się stało...

„Babski szyk” - pierwsza akcja i od razu duży odzew: ponad 200 osób w całym kraju szyje z Wami chusty. Jak to się robi?

Magda Tauer-Horabik: Rak to dziś bardzo powszechna choroba, właściwie każdy ma wśród bliskich czy znajomych kogoś, kto właśnie walczy z chorobą. Coraz mniej boimy się mówić o nowotworach. Ta choroba ciągle przykuwa uwagę. Wystarczył krótki post w mediach społecznościowych, by w ciągu jednego tylko dnia zgłosiło się 50 osób gotowych, by szyć chusty. Dziś jest ich ponad 200 w całym kraju. Są wśród nich, m.in., dziewczynki z rodzinnego domu dziecka i uczniowie z IX LO w Bydgoszczy. Uczniowie z Gimnazjum Integracyjnego nr 59 w Bydgoszczy uszyli 100 chust na stulecie odzyskanie przez Polskę niepodległości. Mamy już ponad 1000 chust. Zaprawionym w bojach wolontariuszom uszycie jednej chusty zajmuje kwadrans. Niektóre trafiły już do szpitali. Noszą je, m.in., kobiety w trakcie leczenia w Bydgoskim Centrum Onkologii i mali pacjenci z Kliniki Hematologii i Onkologii Szpitala Uniwersyteckiego im. A. Jurasza w Bydgoszczy. Jeśli inicjatywa szycia chust wychodzi od grupy osób w innym mieście, wysyłamy tam materiały, a gotowe chusty trafiają do tamtejszego szpitala.

Dla kobiet, które są zajęte walką z ciężką chorobą, wymęczone, skupione na tym, by odzyskać siły, naprawdę ważne jest to, jak będą wyglądały?

Ewa: Tu chodzi o coś więcej. Włosy to jeden z atrybutów kobiecości. Bardzo często kobiety, które dowiadują się, że zostaną poddane chemioterapii, boją się właśnie wypadania włosów. Dzwonią do nas ich córki, koleżanki. Proszą, żeby przesłać chustę, bo za chwilę będzie potrzebna. Fryzura dodaje nam pewności siebie, wiary w sukces, a tego bardzo potrzeba w czasie choroby.

Co, jeśli nie chusta?

Magda: Można założyć perukę. Wiele kobiet mówi jednak, że traktują to jak ostateczność. Peruki są niewygodne. Bywa, że kobiety walczące z nowotworami unikają kontaktu z ludźmi właśnie z uwagi na brak włosów i brak alternatywy dla peruki.

Jak kobiety reagują, gdy wręczacie im kolorowe, wzorzyste chusty na oddziałach onkologicznych?

Ewa: Przebierają w nich, jakby były w jakimś butiku - jedna lubi taki kolor, inna taki, jednej pasuje wzór ludowy, druga woli paski, jeszcze inna serduszka czy zwierzątka. Żartują, że chusta musi pasować im do kreacji. I o to chodzi: o chwilę beztroski w tym przepełnionym troskami czasie.

Nowotwór to ciągle jest temat tabu?

Ewa: Pacjentki, z którymi się spotkałyśmy, mówią o swojej chorobie otwarcie, są pełne optymizmu, wierzą, że im się uda. Pewnie także dlatego, że widzą wokół siebie życzliwych ludzi.

Pozostało jeszcze 26% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Dorota Witt

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.echodnia.eu/podkarpackie

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.